Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedność przeciwieństw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedność przeciwieństw. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 listopada 2019

Tańczące liście, świato-pogląd i Umiłowanie!

Wracałem z pracy. Dzień minął przyjemnie. W jednej klasie uczniowie doświadczyli przebaczenia, w i drugiej zaś 'mali ludzie' odkryli, że praca w odmiennych płciowo grupach jest ciekawa. Dla dziecka na pewnym etapie rozwoju tego typu odkrycie przez doświadczenie, to niebywały skok rozwojowy. 

Wracałem z radością. Miło jest wspomagać ludzi w jakimkolwiek wieku w rozwoju. Od zawsze miałem wrażenie, że jest to jedna z moich życiowych dróg. Liście tańczyły wokół mnie, obracane przez ciepły wiatr.

Wracałem z głodem, więc po drodze wstąpiłem do piekarni po pyszną gruzińską bułkę. Zaglądam na facebooka, a tam we wspomnieniach pojawiło się następujące zdjęcie:


Było to zdjęcie z wydarzenia sprzed trzech lat. Nie pamiętam już dokładnie o co nam wtedy chodziło. Toczyła się rozmowa wśród przyjaciół i w którymś momencie powstało to zdjęcie. Po powrocie do domu po tamtym spotkaniu napisałem:

Obecność.
Wszystko jest Obecnością. Zwyczajną, prostą, pełną spokoju Obecnością. Niewytłumaczalną, naturalną, nie znającą przymusu, podziałów i lęku przestrzenią. Jest wszędzie, w każdej istocie. W liściu, w kropli deszczu, w ramieniu przyjaciela.
Niczego nie żąda, niczego nie wymaga. Nigdy się nie kończy. Cieszy się, że jest. Pochodzi znikąd i prowadzi donikąd. Wieczna. Jest mała jak ziarnko gorczycy - niewidzialna. Z niej to wyrasta wielkie drzewo - cały wszechświat. Obecna we wszystkim, choć nie krzycząca o swoim istnieniu. Ziarenko obecne w całym drzewie, choć jakby umarłe, nie-będące.
Pełna. Wystarczająca. Bez braku. Tu i teraz. W każdym.

Zdjęcie i cytat wzbudziły we mnie bardzo pozytywne uczucia. Przypomniało mi to przemianę, której wtedy doświadczałem. Byłem religijnym człowiekiem, który przez lata starał się medytować, wchodzić w siebie, poszukiwać Boga. Czas, w którym powstało to zdjęcie był momentem, gdy wszelkie koncepcje na temat religijnej natury Boga zniknęły. Zrozumiałem wtedy, że wszelkie moje obrazy boskości były związane z projekcją antropomorficzną, tzn. wszystkie dobre, idealne cechy, których pragnąłem, rzutowałem na Boga. Po odkryciu, iż Bóg nie jest ani osobą ani nie-osobą odkrywałem prostą radość bez towarzyszących obrazów, wyobrażeń, projekcji. Bóg, który wcześniej był konkretną osobą z wolą, z inicjatywą w działaniu, z aparatem interwencji w ten świat i w moje życie, zniknął. Początkowo pojawiła się święta pustka czy też czysta nicość. Z czasem owe nic coraz bardziej jaśniało wszystkością. Po czasie zapomniałem trochę o doświadczaniu i rozmyślaniu na temat duchowości. Zająłem się bowiem bardziej psychologią, zarabianiem pieniędzy i relacją z kobietą. Jednak samo głębokie odczucie czegoś istotnego pozostało.

Dziś dzięki wielu światłym ludziom rozumiem, że proces, który wtedy przechodziłem był naturalnym i rozwojowym ewolucyjnym krokiem. Zapewne można popatrzeć na to wydarzenie z wielu perspektyw. Chciałbym w tym miejscu posłużyć się Teorią Integralną Kena Wilbera, a dokładnie jej małym wycinkiem - linią rozwojową światopoglądów.

Rozwój światopoglądów w ramach psychologii rozwojowej cieszy się od lat zainteresowaniem naukowców. Chciałbym tu pokazać jedną z takich opcji, które proponuje Ken Wilber. Posłuchajmy co ma do powiedzenia ten teoretyk systemów na temat rozwoju światopoglądów:

"Świat, w którym żyjemy, nie został nam dany z góry. Jedną z najważniejszych zasad postmodernistycznej rewolucji w filozofii, psychologii i socjologii jest zasada mówiąca, że istnieją różne światopoglądy - różne sposoby kategoryzowania, prezentowania, opisywania i organizowania naszych doświadczeń. Nie istnieje jeden, monolityczny świat z jednym, uprzywilejowanym sposobem przedstawiania go, lecz raczej wielorakie światy z pluralistycznymi interpretacjami. Co więcej, te światopoglądy często - w istocie niemal zawsze - zmieniają się z epoki na epokę i z kultury na kulturę. Nie należy rozumieć tego w sposób skrajny - różne interpretacje mają wiele cech wspólnych, dzięki czemu świat się nie rozpada. Faktycznie, uczeni odkryli, że w językach, uczuciach, strukturach poznawczych, w percepcji kolorów itd. występują pewne (a często liczne) cechy uniwersalne. Te uniwersalne elementy splatają się i organizują na najróżniejsze sposoby, w rezultacie czego powstają tkaniny różnorodnych światopoglądów.

Choć teoretycznie istnieje niemal nieskończenie wiele światopoglądów, wydaje się, że w historii człowieka na tej planecie jest około tuzina światopoglądów, które wywierały i wciąż wywierają szeroki i znaczący wpływ. Badania takich uczonych, jak Jean Gebser, Gerald Heard, Jurgen Habermas, Michel Foucault, Robert Bellah, Peter Berger i innych wykazały, że do głównych światopoglądów należą: czuciowo-ruchowy, archaiczny, magiczny, mityczny, mentalny, egzystencjalny, nadpsychiczny, subtelny, przyczynowy i niedualny. (Ścisłe znaczenie tych terminów stanie się jaśniejsze w dalszej części tego tekstu).

Nie chodzi o to, który z tych światopoglądów jest słuszny, a który błędny; wszystkie są odpowiednie dla swojego czasu i miejsca. Chodzi raczej o zwykłe skatalogowanie, najtroskliwiej jak to możliwe, bardzo ogólnych cech charakteryzujących każdy światopogląd i „wzięcie w nawias" (lub odsunięcie na bok) chwilowo kwestii, czy te światopoglądy są „prawdziwe", czy nie - opiszemy je po prostu tak, jakby były prawdziwe. Np. światopogląd magiczno-animistyczny cechuje częściowe przenikanie się podmiotu i przedmiotu. Dlatego ludzie utrzymujący ten światopogląd czują bezpośrednio, że „przedmioty nieożywione", takie jak skały i rzeki, żyją lub nawet mają duszę albo swojego ducha. Światopogląd mityczny odznacza się ogromną liczbą bogów i bogiń, będących nie jakimiś bytami abstrakcyjnymi, lecz głęboko odczuwanymi siłami, z których każda ma bezpośredni wpływ na sprawy ziemskich mężczyzn i kobiet. Światopogląd mentalny - którego najbardziej znaną częścią jest „światopogląd racjonalny" - cechuje przekonanie, że obszar subiektywny jest całkowicie odrębny od obiektywnego obszaru natury. Jeden z najbardziej naglących problemów w tym światopoglądzie stanowi kwestia powiązania tych dwóch obszarów. Światopogląd egzystencjalny rozumie, że istnienie różnorodnych perspektyw leży w naturze wszechświata, a więc nie tylko nie istnieją żadne uprzywilejowane perspektywy, lecz sami musimy wydobyć jakiś sens z tych przerażająco różnorodnych możliwości. Cechą światopoglądu subtelnego jest postrzeganie subtelnych form i transcendentalnych archetypów, pierwotnych wzorców przejawów, które zwykle uważane są za Boskie. Światopogląd przyczynowy odznacza się bezpośrednią realizacją bezkresnego, nieprzejawionego obszaru - zwanego różnie: pustką, ustaniem, Otchłanią, Nienarodzonym, Ain, Ursprung - bezkresnej Bezforemności, z której wyłania się cała manifestacja. Światopogląd niedualny reprezentuje całkowitą jedność Bezforemnego z całym światem Formy.

Te różne światopoglądy ukazują prawdziwie oszałamiającą gamę sposobów, w jakie nasze doświadczenia mogą być organizowane i interpretowane. Nie są to w żadnym razie jedyne światopoglądy ani powyższa lista nie jest zamknięta czy ustalona z góry - ona ciągle się rozwija, otwierając nowe możliwości. Ale jeśli nie mamy żadnego światopoglądu, pozostajemy zagubieni w niemiłosiernie jazgoczącym zamęcie doświadczenia, jak to określił William James." (Jeden Smak, Ken Wilber, s. 157-158)

Biorąc pod uwagę powyższy opis teoretyczny zrozumiałem, iż rozwój koncepcji Boga/boskości/ostatecznej rzeczywistości jest związany bezpośrednio z etapem rozwojowym w ramach światopoglądu człowieka. Światopogląd zaś związany jest bezpośrednio z doświadczaniem. Na poziomach archaiczno-magicznych człowiek i natura, człowiek i przedmiot, człowiek i matka, człowiek i Bóg itd. są ze sobą zjednoczenie w nieświadomej jedni. Carl Gustav Jung, za Lévy-Bruhl'em, nazywał to participation mystique, które jest w istocie przedświadomym 'zlaniem się'. Od momentu wyjścia z nieświadomej jedni zaczyna się psychiczny rozwój danej struktury, cechy, osoby czy społeczeństwa. Pojawiają się rozróżnienia i świadomość oddzielności. Np. dziecko na pewnym etapie rozwojowej uświadamia sobie swoją oddzielną świadomość (temat granic ego).

Zdaje się, że prawdziwe jest zdanie bliskiej mi osoby, że wiedza dąży do mnogości, zaś miłość jednoczy. Coś w tym jest. Świat widzialny istnieje przez oddzielania, wyróżniania, wyodrębnianie. Miłość, a z nią duchowość przypomina, że cały wszechświat jest zanurzony w boskości. Creatio continua jest ewolucyjną drogą poznania, iż mimo wielości świat w swej naturze nigdy nie może wypaść z łaski Boga/ z nieforemnej bezkresnej Wszystkości.


W moim wypadku religijność w momencie robienia zdjęcia była w dużej mierze na etapie egzystencjalnym. Przynajmniej tak mniemam po tym jak rozumiałem wtedy boskość. Byłem w czasie intensywnego studiowania i medytowania, nie tylko chrześcijańskich ścieżek duchowych. Etap egzystencjalny związany jest z widzeniem wielości światopoglądów w świecie z jednoczesnym rozumieniem czy wglądem, iż różnice w widzeniu ostatecznej rzeczywistości należą od kultury, a także sposobu doświadczania. Wtedy też zacząłem widzieć, iż Bóg ostatecznie nie posiada formy. Znaczy to, że moje wyobrażenia na temat boskości są w swej istocie jedynie wyobrażeniami. Niezwykła to ulga doświadczać Boga jako nieskończonego pola, które niczego nie żąda od człowieka. Wszechobecność piękna i dobra osadza człowieka w codzienności. Zdaje się, że na etapach wyższych pojawia się również wiedza, iż Bóg niczego nie wymaga od człowieka, bowiem nie jest on ani osobowy ani nieosobowy. Przekracza wszelkie antynomie, będąc Wszystkością Tego, Co Jest. Jeśli nie nagradza ani nie karze, nie ma również potrzeby lojalności czy służalczości. Religia w swym kostnieniu instytucjonalnym wyobraża sobie Boga jako gniewnego, rozżalonego, zazdrosnego itd. Wszystko to związane jest z niższymi fazami rozwojowymi, w których ego projektuje na Boga swoje żale, uczucia, pragnienia, stwarzając wizerunek Boga, który jest lepszą kopią człowieka itd. Tam, gdzie powstają ścieżki kontemplatywne czy medytacyjne, pojawia się mówienie o boskości w paradoksach. Ponadto na pierwszy plan wysuwa się miłość, wolność, pokój. Człowiek doświadcza uwolnienia od poczucia winy i zaczyna rozumieć, iż Stworzyciel nie jest postacią, osobowością czy nazwą. Transcendentny przekracza wszystko, będąc immanentną bliskością i czułością.  Transcendenty jest immanentnym, i odwrotnie.

Umiłowanie!


Słowami próbuję nazwać to rozpoznanie. Rozumienie przydało mi się w życiu, pozwalając wiedzieć w jakim miejscu mogę się znajdować. Jednak słowa ostatecznie nic nie mówią. Smak Obecności to smak, nie zaś słowo. Smak zaś jest zmysłem, a doświadczenie ostatecznej rzeczywistości nie jest zmysłowe, nie jest uczuciowe, nie jest intelektualne. A jakie jest?

niedziela, 18 sierpnia 2019

Jeż, święty las i spotkanie z cieniem

Stał na skraju wielkiego i ciemnego lasu. Ścieżka zdawała się być krętą rzeką w stronę oceanu. Taką miał fantazję. Widział korony drzew kołysane chłodnym wiatrem, które w dziwny sposób wskazywały mu drogę. Zapraszały go, by wszedł. Wypłynąć? Czuł, że przyciąga go ta Cisza i jej  przedziwne szmery. Jednocześnie odczuwał lęk, który zdawał się mówić, że po wejściu w mrok tych drzew straci kontrolę nad swoim kruchym życiem. Kto wie może nic nie będzie już takie jak dawniej?


A jednak moc przyciągania wygrała z lękiem młodego jeża. Drobnymi krokami zmierzał w kierunku ciemnego lasu. W zanadrzu miał do dyspozycji ostre kolce na małym grzbiecie. Gdyby tylko ktoś chciał go zaatakowa, gotów był użyć natychmiast swojego arsenału obronnego. To dodawało mu otuchy i odwagi.


Wszedł. Wokół było dość ciemno i chłodno. Drzewa kołysały łagodnie koronami drzew. Porywisty wiatr milknął z minuty na minutę i jeż coraz wyraźniej słyszał obezwładniającą Ciszę. Przystanął na chwilę. Bezpieczeństwo Ciszy pozwalało na relaks i zatrzymanie się. Opuścił nastroszone i napięte igły, a łapkami dotykał mchu, który okazał się być niezwykle miły w dotyku. Zdawało się jakby między drzewami przepływał szmer łagodnej pieśni.

Nie musisz nigdzie już iść
przysłuchaj się uważnie

W tym lesie znajdziesz to
czego brakuje ci


Mały jeż przysłuchiwał się z pełną uwagą delikatności szmeru, który kołysał łagodnie całym lasem. W tym momencie nie miał żadnych wątpliwości. Coś przygnało go tu, by mógł poznać coś, czego mu brakowało. Przez chwilę wpadł w zadumę. Wszystkiego bowiem w swoim jeżykowym świecie miał pod dostatkiem. Pokarm, słońce, miłość... Przez jego ciało przeleciały wszystkie ciepła i ciepełka, których w życiu już doznał i które sprawiły, że cieszy się sobą. W świetle tego wszystkiego widział siebie jako niezwykle pozytywnego jeża. W ułamku sekundy poczuł zmęczenie całym tym bogactwem. Jakby ciężar dobra i ciepła przygniatał jego jeżykową duszę. Och... Gdyby można było to wszystko gdzieś zostawić... Myśl tak go zaskoczyła, że zamknął na chwilę oczy, by wsłuchać się w siebie.

Nagle coś poruszyło się między drzewami. Jeż otworzył oczy, nastroszył igły, napiął łapki. Był gotów walczyć albo uciekać. Przyglądał się drzewom i nagle zza drzew wyłonił się duży borsuk. W jednej chwili jeż podskoczył i zebrał się do ucieczki, jednak nie zauważył, że podczas przyjemnej medytacji jego nóżki zaplątały się w jakieś leśne pnącza. Padł na ziemię unieruchomiony. Borsuk spokojnie podszedł i popatrzył głęboko w oczy jeża. Nasz mały przyjaciel zobaczył przenikliwą głębię i spokój. Przestał się bać. Wiedział, że borsuk nie ma złych zamiarów. Dziwne.

- Zaplątałeś się troszkę - zagaił borsuk - pomogę Ci.

Po wydostaniu się z leśnej pułapki jeż stracił kompletnie ochotę na ucieczkę, poczuł narastającą ciekawość i chęć bycia przy swoim nowym znajomym.

Borsuk z jeżem przysiedli pod wielkim dębem i zaczęli rozmawiać. Dyskutowali na przeróżne tematy, poznając się przy okazji. Borsuk w przedziwny sposób poruszał myśli, które nie były zbytnio wygodne i przyjemne dla jeża. Sporo mówił o cierpieniu wielu leśnych istot, o tym jak drzewa obumierają, o tym jak stara się być z całą ciemną częścią natury. Jeż czuł jakby poznawał nowy świat. Nigdy wcześniej nie zwrócił dostatecznie uwagi na choroby, smutki, trudności, które są niezbywalną częścią Życia. Był pozytywnym jeżem i nie mógł się nadziwić jak to możliwe, że Życie, tak jak moneta, ma dwie strony: dobrą i złą.

Borsuk musiał być niezwykłym mędrcem. W oczach jeża jawił się jako ktoś niezwykle głęboki. Możliwe, że przeszedł wiele w swoim leśnym życiu i wiedział głębiej niż niejeden zwykły śmiertelnik. Po kilku godzinach rozmowy nie miał wątpliwości - borsuk był mędrcem tego lasu a Cisza chciała, aby to jego właśnie spotkał. Wraz z upływem czasu jeż poczuł, że w nim samym pojawia się przedziwny smutek, złość i bezradność. Zaczął płakać. Cień, który nosił w sobie stał się jawny i przejrzysty. Jego wyobraźnia wskazywała mu obrazy z przeszłości, w których doświadczył zła. Płakał. Widział śmierć swoich bliskich, wszystkie nieporozumienia, których doświadczył, własne słabości i trudy. Gdy po wielu dniach (tak! nasz jeż spędził w lesie bardzo dużo czasu) wypłakał już osobiste sprawy, poczuł jak zaczyna go dotykać ciemność całego świata. Borsuk, który mu towarzyszył w tym czasie, odchodził co jakiś czas w głębie lasu, po czym powracał, by być z jeżem. Jego obecność i przewodnictwo sprawiało, że jeż wiedział, że to, co się dzieje ważnym procesem. Borsuk niewiele mówił, wiele zaś słuchał. Jednak jego słowne czy nieme wskazówki były proste: Bądź! To wszystko jest w porządku. Wszystko co jest, może sobie być. Jesteś bezpieczny.

Jeż stał się niezwykle wrażliwy. Czuł lekkość. Odkrył w sobie nowe poczucie humoru. Stał się otwarty. Mniej uciekał od trudnych sytuacji w życiu. Wiedział, że Życie to dobro i zło, które splecione są ze sobą nierozerwalnym więzami. Wcześniej próbował żyć dobrą stroną, Dziś nauczył się, że Życie niesie, co ma nieść i w nim samym pary przeciwieństw: narodziny-śmierć, radość-smutek, przyjemność-ból, dobro-zło mają swoje miejsce.

Wdzięcznym krokiem wyszedł z ciemnego lasu i wrócił do swojej codzienności. W jego myślach zaś słyszał głos borsuka....



Życie jest doświadczaniem dobra i doświadczaniem zła. Uciekanie od tego, co człowiek nazywa złem: choroby, śmierć, trudy jest uciekaniem od samego życia. W sensie psychologicznym powiedzenie, że "Bóg jest dobry" jest dualizmem i odcięciem od Życia. Bóg jest i dobrem, i złem. Absolutne jest doświadczeniem całkowitości Życia. Rzeczywistość, którą nazywamy Bogiem jest otwartą, nieskończoną Przestrzenią, w której tańczą wszystkie doświadczenia - i dobre, i złe.
Sens teologiczny i moralny mówi, że Bóg jest dobry, czy też jak u Augustyna: Bóg jest najwyższym dobrem. Nie przeciw teologii występuje nasz borsuk i jego święty las. Psychologicznie rzecz ujmując twierdzenie "bóg jest dobry" dla wielu współczesnych wyznawców znaczy: Bóg jest w dobrobycie, w szczęściu, w uśmiechu. Nie ma go w Cieniu Życia. Jednak doświadczenie mistyków pokazuje, że to, co nazywamy boskością jest we wszystkich doświadczeniach człowieka.
Dlatego przeżyć co jest do przeżycia, choć logicznie jest tautologią, to egzystencjalnie wyraża głęboką prawdę. 

Wszystko, co jest, może sobie być.