Pokazywanie postów oznaczonych etykietą utopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą utopia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 maja 2021

Utopia, jej ideały i historia wciąż żywotnego Karola

Był sobie pewien młodzieniec. Karol miał na imię.

Mieszkał w niewielkiej miejscowości wraz z swoimi rodzicami. Nie interesowała go ani szkoła ani praca. Lubił rozmyślać i snuć marzenia na temat tego, jak powinien wyglądać świat. Zdarzało się, że siadał w ogrodzie pod jabłonką, wyobrażał sobie jak prowadzi małą grupkę znajomych na barykady rewolucji. Rewolucja… To byłoby coś. Rozmyślał. Miał w sobie wiele osobistego powabu. Jego urok sprawiał, że gromadził wokół siebie ludzi, którzy podobnie jak on nie zgadzali się z dotychczasową sytuacją lokalnej społeczności, miasta czy całej ludzkości.

Nie przyznawał się do tego, ale szczerze nie znosił swojego życia. Nie chciał dorosnąć. Wolał śnić o świecie, którego nie było. Nie wiedział dokładnie jakby miał wyglądać ten „lepszy świat”. Uznawał, że sytuacja ludzkości jest nie do zniesienia. Uwielbiał postać Piotrusia Pana i marzył, jak każdy chłopiec, by uczynić coś wielkiego w świecie.

Zdarzało się, że Karolek – tak znajomi wołali do miejscowego rewolucjonisty, miał w sobie bowiem dziecięcy czar i w niektórych osobach budził instynkty opiekuńcze – przychodził na boisko szkolne i wygłaszał rówieśnikom płomienne mowy pobudzające do radykalnej rewolucji i walki z dotychczasowym światem.

Karol nie interesował się codziennością zwyczajnych ludzi. Gardził tym, co powszednie. Obiady własnej matki czy ciężka praca ojca zdawały mu się okropnie nudne i uwłaczające jego wyobrażonej wielkości. W głębi ducha odrzucał każdym system społeczny. Jednego ranka nienawidził rządu, drugiego szkoły, trzeciego rodziców. Każdego dnia znajdował w swoich myślach wroga i wyobrażał sobie jak cudownie byłoby żyć i istnieć bez szkoły, bez rodziców, bez rządu czy bez pracy. Świat bez wysiłku i bez zmagań! Kiedyś tego dokonam. Nie przyznawał się do tego, że często miewał okropne lęki i czuł się niezwykle samotny. Dlatego też widok uśmiechniętych kolegów grających w piłkę nożną wprawiał go w tęsknotę, w zażenowanie i w złość. Na tych uczuciach budował swoją filozofię: to szczęśliwe rodziny czy wszechobecna piłka nożna sprawia, że tacy ludzie jak ja są nieszczęśliwi.

Gdy Karol dorósł wybrał się pewnego dnia do opuszczonego domu, w którym żyli bezdomni, którzy skrywali się przed zimnem nocy. Kryli się tam również przed życiem, przed pracą, przed odpowiedzialnością, przed problemami dnia codziennego. Pili alkohol, który uśmierzał ich poczucie winy i bezradność.

- Drodzy bracia! Wasze życie jest nie do zniesienia! – Karol z uniesieniem głosił bezdomnym dobrą nowinę – Czy wiecie kto jest winien sytuacji, w której się znaleźliście? Czy rozumiecie?

Nastąpiła chwila ciszy. Ludzie ulicy patrzyli na siebie wzajemnie z niedowierzaniem. Poszukiwali we własnych oczach zrozumienia przyczyny swojego nieszczęścia i biedy.

- Zaraz wszystko wam wyjaśnię – kontynuował uradowany Karol – Ludzie, którzy żyją w domach uciskają was wszystkich! Ich dominacja, ich pieniądze, ich władza sprawiają, że nie możecie być szczęśliwi. Spójrzcie na nich. Ich zadarte nosy. Od wieków tłamszą was bezkarnie i zabierają wam szczęśliwe życie. Dość tego! Niech zapanuje wolność i równość. Niech podzielą się swoimi majątkami z wami. Jak można być aż tak skąpym i okropnym?! Ich domostwa, prace, kapitały, konta bankowe należą się i wam. Równość bracia! Oto wyzwolenie! Wprowadźmy nowy świat!

Bezdomni po usłyszeniu mowy Karola ruszyli w kierunku miasta z kijami i z kamieniami, by dokonać rewolucji…

Karol głosił również „równość” uczniom z pobliskich szkół. „Powinniście wziąć edukację w swoje ręce i uwolnić się z opresji dorosłych!”. Potem opowiadał dzieciom, że rodzice są źródłem ich cierpienia i zapraszał do buntu. Któregoś dnia spotkał grupę kobiet, które w zapracowaniu zajmowały się domem i swoimi dziećmi. Im ogłosił, że męski, wielowiekowy patriarchat jest przyczyną ich cierpienia. Kiedy kobiety stwierdziły, że kochają swoje życie i rodzinę, Karol obraził się i odszedł w myślach gardząc spotkanymi kobietami i ich brakiem zrozumienia własnej sytuacji. Nie są świadome miejsca, w którym są. Potrzebują oświecenia! Potrzebują świadomości swojego niewolniczego życia.

Ludziom, którzy szli na wybory, głosił, że ich problemem jest dominacja demokracji i części społeczeństwa, która ma władzę. Ludziom, którzy zmagali się z trudnościami psychicznymi powtarzał, że ich problemem jest sama medycyna, psychiatra i leki. Bez nich nie wiedzielibyście, że macie problemy! Kto tu tak naprawdę jest szalony? Ludziom, którzy nie mieli pieniędzy, prawił kazania o opresji kapitalizmu.

- Na barykady bracia – głosił wszem i wobec – oni was uciskają!

 

Myślenie życzeniowe, czarno-białe i zrzucające odpowiedzialność za stan dzisiejszy na innych jest źródłem wielu utopii. Utopia to rodzaj myślenia życzeniowego. Utopia to marzenie o świecie, którego nie ma. Utopia jak pokazuje to np. historia komunizmu, to oderwanie myśli od rzeczywistości. Myśl w  radykalnych utopiach odlatuje od bieżącej sytuacji w niebiosa marzeń i nie wraca na „ziemię rzeczywistości”. W rewolucji rozdźwięk między wizją a rzeczywistością należy pokonać. W jaki sposób radykalny utopijny rewolucjonista pokonuje owy rozdźwięk? Przemocą. Usprawiedliwia się tę przemoc dążeniem do upragnionego raju.

Utopia to dezercja z zastanej sytuacji. Utopia to ucieczka. Utopijne myślenie to rodzaj mechanizmu obronnego, który „broni” przed cierpieniem i wzięciem odpowiedzialności za własny los, za innych, za świat.

W utopijnych ideologiach znajdziesz tę samą zasadę postępowania, wyrażaną różnymi pojęciami:

To, co jest - nie może być takie, jakie jest. Jeśli nie może być, takie jest, należy z „tym” walczyć.

Pokonanie "dominacji" kultury, cywilizacji, patriarchatu, kapitalizmu, instytucji społecznych, burżuazji itd. w filozofiach podobnych do myślenia Karola utożsamiane jest z nadejściem raju. W rewolucyjnych utopiach ogłasza się: śmierć boga, śmierć państwa, śmierć podmiotu, śmierć wolnego rynku, śmierć kapitalizmu, śmierć klasy wyższej itd.

Wraz z nadejściem „owych śmierci” ma nadejść raj wolności, równości i dobrobytu dla wszystkich. Nie nadchodzi. Historia pokazuje, że zamiast raju pojawia się śmierć konkretnych ludzi, walka i różnorakie formy ucisku. Metodologia rewolucji, by znieść ucisk, cierpienie czy biedę, przynosi jeszcze więcej ucisku, cierpienia i biedy. Utopijni rewolucjoniści żądają bowiem ofiary z teraźniejszości na rzecz wyobrażonej, rajskiej, utopijnej przyszłości.

 

Pióro jest silniejsze od miecza.

Idea, którą w sobie noszę wpływa na całe działanie i na życiowy cel-intencję.

Imperatyw moralny, który budzi się we mnie na widok ideologii Karola z tej opowiastki to etyka: uważaj jakie myśli uznajesz za prawdziwe. Sprawdzaj idee, w które wierzysz jak złotnik złoto. Z nich bowiem może brać się przemoc, walka czy destrukcja bądź pokój, współpraca czy odpowiedzialne tworzenie lepszego jutra w zgodzie z tym, co jest. W tym imperatywie nie chodzi o umysłową żonglerkę, ale o praktyczną i moralną ścieżkę życia. To, co powstaje w umyśle, ma tendencje do urzeczywistniania się.

„Komunizm to potężny ruch zmieniający zły stan obecny”. (Karol Marks)

„Utopia nieuchronnie prowadzi do przemocy, ponieważ kiedy staje się utopią; z czegoś trzeba zrezygnować: albo z części utopii, albo z części społeczeństwa.” (Karl Popper)

„Możesz pomóc przekierować pędzący świat troszeczkę w stronę Nieba i troszeczkę dalej od Piekła.” (Jordan Peterson)

"Jeśli chcesz zmienić świat, idź do domu i kochaj swoją rodzinę." (Matka Teresa z Kalkuty)


wtorek, 25 czerwca 2019

Kalarepowatość, czyli krótka opowiastka o pewnym zbiorowym obłędzie

Wszystkie zielone kalarepy spotkały się na tajnym zgromadzeniu kalarep z całego miasta i okolic. Król Kalarep rozpoczął spotkanie wzniosłym wywodem:

- Moje drogie kalarepy! Zebraliśmy się tu, aby omówić najważniejsze sprawy całego świata!

- Hura! O tak! Omówmy te sprawy!  – odpowiedziały chórem wszystkie kalarepy.

- Sprawa jest ważka i nie cierpiąca zwłoki  – powiedział poważnie i z godnością Król Wszystkich Kalarep. – Jest nas coraz mniej! Musimy przekonać inne warzywa, aby zechciały być kalarepami!

- O tak! Niech wszystkie warzywa staną się kalarepami! Już dziś! – wykrzykiwały wszystkie kalarepy – Ziemniaki! Niech staną się kalarepami! Buraki! Ogórki! Pietruszki! Wszystkie są kalarepami!

- Cieszę się, że podzielacie moje zdanie – powiedział z patosem Król Wszystkich Kalarep – Od dziś wszystkie warzywa stają się kalarepami! Nasza uchwała wchodzi w życie w tym momencie!

- Hura! Hura! Znowu jest nas dużo! Hura! Wszystkie warzywa kalarepami! – wykrzykiwały rozentuzjazmowane kalarepy.


Ego chce sprowadzić wszystko do tego samego. Ego-tyzm chce zabić różnorodność i wierzy w swoją własną fałszywą siłę. Jak wielka to nieprzytomność! Kalarepowatość jest złudzeniem szczęścia. 
Moje, ja, mi, mnie, mojemu... INNY nigdy nie stanie się 'mój'. INNEGO nie da się wchłonąć, zjeść, zawładnąć, pomieścić w sobie. Miłość nie jest ujednoliceniem, uchwyceniem kogoś/czegoś. Nie jest pragnieniem, by INNY stał się mój. Jak pięknie to pokazał pewien żydowski filozof:

„Miłość niczego nie chwyta, nie prowadzi do żadnego pojęcia, nie prowadzi donikąd, nie ma struktury przedmiot-podmiot, ani struktury Ja-Ty” (Levinas „Całość i nieskończoność”)

środa, 1 maja 2019

Nowa Era Technologiczna (NET) i krótka notka jednego z workerów koncernu Development World (DW)


Rok 2328

Wstałem rano. Głowa mi pęka. Mgła otacza umysł. Przez moment kompletnie nie wiem kim jestem i co robię w tym miejscu. Nie wiem jak się nazywam. W nocy miałem straszne sny. Na szczęście nie pamiętam ich. Leki przypisane przez medicineboot sprawiają, że nie muszę oglądać tych obrazów i niezbyt wiele czuję. Tylko ta mgła. Od czasu do czasu napływają na mnie przerażające wizje. Smoki, krwawe wojny, odloty w kosmos...  Oczywiście nic z tego nie jest prawdziwe - tak też twierdzi cybernauka. Stek bzdur. Pozostałości po zwierzętach. Ech... Gdyby można było przyśpieszyć rozwój ludzkiej rasy i raz na zawsze pozbyć się tych wszystkich ograniczeń.  

Czasem wizje o poranku są tak mocne, że tracę poczucie realności. Poza tym: co to jest realność? Wiadomo od dawna, że żadna prawda nie istnieje, a jedyna prawdziwa rzecz to wykresy, wartości i liczby, które pomagają wyzwolić się nam i stworzyć lepszy świat.

Czasem zastanawiam się. Mam wrażenie, że z tym wszystkim jest coś nie tak. Życie wydaje mi się takie miałkie, powierzchowne. Kiedy mówię o tym botom czy innym pracownikom w mojej DW, które odpowiedzialne są za równowagę psychiczną między moim ja a wzrostem produkcji w koncernie, to dostaję nowe leki. One sprawiają, że mniej czuję i więcej mogę zrobić w pracy, a dotkliwe nieprzyjemne myśli ustępują.

Jednak mimo leków ciągle wraca do mnie prosta oczywistość - coż zgubiłem w życiu. Raz na rok zdarza mi się wylecieć moim jetem 580p za nasze cybertown, jednak gdy tylko widzę te parki z drzewami, dziwnych niepracujących ludzi i tamtejszy nieład, wracam do domu z ogromnym lękiem. Nie znoszę tamtego świata. Czasem oglądam na hologramie tamten nierozwinięty świat... Widzę albo życie w oceanie albo jakiegoś zwierzęcego człowieka, który pracuje w polu. I ten ich uśmiech bezsensowny albo płaczliwie użalanie się nad sobą.

Nie jestem w stanie zbyt długo patrzeć na tamten dziwny świat. Wolę mój komputer, superglasses i informacje z chipów. To wszystko jest bardziej poukładane i zrównoważone. Tamten świat oprócz tego, że strasznie się go boję - ma w sobie coś przyciągającego. Inni ludzie z koncernu mówią, że to przyciąganie to pozostałości po ułomnej naturze homo sapiens - mojego ewolucyjnego przodka. Podobno był on istotą bardzo impulsywną, dającą się wodzić różnym instyntkom. Nie mogę sobie tego wyobrazić . Człowiek, który nie miał kontroli nad sobą musiał być naprawdę okropną istotą.

Czasem zwyczajenie fantazjuję: co by było, gdybym mógł sobie pozwolić na podążanie za tym, co mnie pociąga? Wiadomo! Koniec z moją pracą, z rozwojowem cyberświata i koniec z naszym gatunkiem. Na to nie można pozwolić! Zbyt wiele poświęciłem w życiu, by teraz wyjechać z cybertown w stronę tych dziwnych drzew, wód i zwierząt.

Ostatnio słyszałem o jednym z naszych z DW, że arogancko opuścił koncern i pojechał do tej dziczy. Dał się uwieść. Zwariował. Gdy wrócił zdepersonalizowany zajęły się nim boty, ale nawet one nie pomogły. Nic nie przyniosło efektu, więc zahibernowali gościa w nadziei, że po resecie świadomości wróci do pracy. Nie udało się. Jeszcze tego nie umiemy. Po pewnym czasie zmarł. DW istnieje właśnie po to, żeby któregoś dnia ostatecznie pokonać śmierć i doprowadzić ludzką rasę do pełni rozwoju.


Siadam na moich twardym łożu. Automatycznie zapala się białe światło w moim sleeproomie. Wstaję. Zmieniam chipa w mojej ręce na inny. Nocny odpowiada za wyciszenie, dzienny zaś potrzebny jest mi do mobilizacji i wzmacniania implusów, by być bardziej wydajnym. Idę do pracy. Sprawiam, że świat jutra będzie lepszy.

Nie mam imienia. Mówią na mnie XG 425.