piątek, 23 lipca 2021

Dziecko i ja. Spotkanie z wyobraźnią.


Obóz z dziećmi. Rok 2021.

Siła życia, wyobraźnia i rodzic

Bardzo lubię spędzać pewne okresy czasu z dziećmi. Otrzymuję nie tylko zastrzyk pozytywnej energii w postaci nieokiełznanych zabaw, przytulasów i śmiechu, zatapiam się również w zgłębianie psyche. Wyobraźnia, ekspresja, bezpośredniość dzieciaków zabierają mnie się w świat, w którym możliwość, czasem nawet omnipotencja, przekraczają rzeczywiste problemy i zwykłe "to nie możliwe". Po prostu "mogę" w percepcji dziecka jest silniejsze niż "nie da się". Dziecko nie zna się na abstrakcyjnych problemach czy rozumieniu ograniczeń świata, w którym żyje. Dlatego też dziwi się, gdy spotyka swoją twarzą podłogę podczas intensywnego nieuważnego biegu. Dziecko doświadcza energii życia, które pcha je do poznania i zgłębiania wszystkiego, a także do częstych impulsywnych frustracji z powodu niezaspokojenia owego pędu. Jakby owa siła doświadczała oporu, dzięki któremu kształtuje się również oddzielność brzdąca. Opór ten może być rozumiany jako przeciwieństwo biologicznej entropii. Znajomy biolog powiedział mi kiedyś o swoim zachwycie nad owym przeciwstawnym ruchem we wszechświecie. Oto na tle biologicznej entropii, powstaje przyroda, pojedyncze organizmy i człowiek, który krystalizuje się, tworzy się w elastyczne i żywe ja. Marcin. Kasia. Piotr. Cud istnienia. Od dawna zachwyca mnie rozwój i złożoność tych procesów.

Wracając do dziecięcych pragnień... Już, teraz, chcę, ma tak być jak chcę... Dorośli wobec naporu dziecięcego libido często stają skonfundowani czy zdziwieni. Zapomnieli bowiem jak to jest być dzieckiem. Rodzic to siła nie tylko porządkująca owe pragnienia, ale i bezpieczna przystań, granice, ramy dla ekspresji rozwijającego się brzdąca. Rodzic czy opiekun jest jak akwarium dla rybek w wodzie. Tworzy środowisko i przestrzeń na zabawę, poznanie i wzrost. Bycie bezpieczną przystanią dla rodzica w stosunku rozpędzonego młodego żaglowca nie jest łatwe. Nie dziwne więc, że wielu rodziców stwierdza, że osiwiało wychowując dziecko.

Ekspresyjność psychiki dziecka w dużej mierze podparta jest siłą wyobrażeń. Dziecko w mig potrafi wyobrazić sobie inny świat, wcielić się w zwierzę, w bajkową postać czy przemówić na pogrzebie rozjechanego żuka. Wyobraźnia u dzieci pełni również ważną funkcję wspierającą w rozwoju nowych umiejętności. I tak oto mały Janek, razem z kuzynką Krysią bawią się w sklep, nabywając przy tym wiele umiejętności społecznych i komunikacyjnych. 

Wyobraźnia kryje w sobie niezwykły potencjał, jednocześnie straszy małego człowieka potworami pod łóżkiem, ciemnością nocy czy obcym człowiekiem spotkanym na ulicy.

"Proszę pana... Widzimy straszne zjawy"

Na jednym z tegorocznych obozów w momencie zajęć plastycznych pewna trzynastolatka poprosiła mnie, żebym porozmawiał z nią i z jej koleżankami. W oczach zauważyłem przerażenie, głęboki strach. W mojej głowie, czyli głowie zwykłego wychowawcy, który dba o bezpieczeństwo mniejszych ludzi, pojawiły się przeróżne myśli odnośnie tego, co mogło się stać. Wyrwane drzwi, stłuczone lustro, spotkanie z chłopakami z innego obozu... Uspokoiłem się, uziemiłem, urealniłem i ruszyłem na spotkanie z grupą dziewcząt.

Już na samym początku dziewczęta przeszły do rzeczy.
- Proszę pana, bo my widzimy w tym budynku i dookoła przeróżne postaci. Widzimy je jednocześnie. Są do siebie podobne.

Wysłuchałem opowieści o dziwnych postaciach, które niepokoją dziewczęta. Były straszne i tajemnicze. Zjawiały się za rogiem i nie pozwalały na zabawę i spokojne spotkania. Po prostu się pokazywały.

- Proszę pana, to się zaczęło od burzy. Kiedy wysiadł prąd. Wszystko wyglądało jak z horroru. - powiedziała jedna z dziewcząt.

Po wysłuchaniu opowieści wytłumaczyłem im, że to, co widzą jest prawdziwe. Na ich oczach pojawiło się zdziwienie i zachwyt. Potem opowiedziałem, że ja tych postaci nie widzę, jak i cała reszta obozu, ale w ich wyobraźni one naprawdę istnieją. Zapytałem czy wśród tych zjaw jest jakaś postać, która wydaje się sprzymierzeńcem, której można zaufać. Dziewczęta powiedziały, że pojawia się tam również jakiś mały chłopiec o dziwnych wyglądzie. Ma sympatyczną twarz i zdaje się, że chce im pomóc.

Po osadzeniu w rzeczywistości i uspokojeniu rozstaliśmy się. Powiedziałem, że zawsze mogą do mnie przyjść, gdy wydarzy się coś niepokojącego.

Wiem, że wyobraźnia ma swoją wewnętrzną realność. Mówieniu dziecku, że to co widzi czy słyszy nie jest realne i nie ma się tym, co przejmować nie wydaje mi się dobrą drogą. Chłopiec, który boi się potworów spod własnego łózka o wiele więcej skorzysta, gdy rodzice nachylą się i porozmawiają z potworami, żeby nie straszyły jego syna niż zapewnianie, że fantazja to jedynie złudzenie. Gdy coś pojawia się w wyobraźni warto to uwzględnić niż przycinać możliwości tej wspaniałej siły. Poza tym wejście w świat wyobraźni dziecka buduje więź i zaufanie. Przekonanie, które może zrodzić się dzięki uznaniu wyobraźni przez rodzica, może brzmieć: jestem w porządku, to co się ze mną dzieje nie jest niepokojące, mama/tata mnie kocha z tym, co widzę. Poza tym rodzice potrafią poradzić sobie z potworami. Jestem bezpieczny.

Następnego dnia jedna z dziewcząt przyszła do mnie i powiedziała:

- Panie Rafale. Wszystkie potwory zniknęły. Tak nagle. Dziwne. Z dziewczynami myślimy, że ten chłopiec przyprowadził nas do pana. Dziękujemy.

Stałem się dla nich częściowo postacią z tamtego świata, która pokazała, że nie musimy się bać. Dróg do wyzwalania z lęku jest wiele. Jedną z nich może być praca z wyobraźnią.
Ucieszony ze skuteczności swojej interwencji i zachwycony siłą wyobraźni wróciłem do zabawy z siedmiolatkami, w której byłem koniem rycerza, który mierzył się z dzikimi ludami południa. Cóż to była za walka!

Ile śmiechu, bliskości i śmiechu do łez doświadczyliśmy - wiemy tylko my.
Ja i dziecko.



niedziela, 30 maja 2021

Utopione w miłości

Miłość nie nosi w sobie oczekiwań ani starań. Nic nie musi. Jest samospełniająca się. Pełna. Otwarta. Miłości niczego nie brakuje. Może oprócz jednej rzeczy... Miłość nie posiada w sobie braku. Jest wybrakowana z pustki. Przepełnia się sobą. Kipi żywotnością, spokojem i spełnieniem. Otula wszystkich, wszędzie. Miłość nie zna liniowego czasu. Żyje i oddycha, nie musząc nic.

Oczekiwania nie są domeną miłości. W niej na nic się nie czeka. Wszystko jest. Rzeczy się dzieją i realizują. Nie ma ścisku, by stało się to czy tamto.

Miłość rozbraja systemy obron odrębnego ja. Nie trzeba stawiać okoniem w stosunku do rzeki życia.

Miłość myli się często z siłą i ukrywaniem. Dla ideału pseudo-miłości ludzie tłumią swoje uczucia, udają nieświadomie oświecone i kochające istoty. Miłość jest autentyczna. Pozwala być temu, co jest. Gdy odrębne ja spotyka miłość, ucieka gdzie pieprz rośnie. Małe, ciasne ja boi się totalności i kompletności miłości. Miłość jest cicha. Żyje wszędzie, dlatego tak trudno wędrowcom zmierzającym do konkretnych celów i szczytów zauważyć jej wszędobylskość. Czasem zdarza się, że taki wędrowiec, który zmierza na szczyt, przysiada na kamieniu, by napić się wody. Odkręca wodę, bierze łyk wody i w mig pojmuje to, co niepojęte.

Nim wyruszyłem w drogę, już byłem u szczytu.

Miłość odbija się w oczach wszelkich istot. Delikatne powłoki oczu ludzi czy zwierząt zdradzają esencję Ducha. Ludzie, którzy uwolnili tony ciężkich uczuć i rozbroili mechanikę obronną ego, odczuwają żywotność miłości. Takie istoty patrzą sobie w oczy bez lęku, bez oczekiwań czy bez poczucia oddzielenia.

Miłość jest życiem. Nieobliczalnością. Wyjściem poza schemat, które nie musi nic niszczyć, by wychodzić poza konteksty i obrysy codzienności. Miłość płynie, nie tworząc nurtu ani brzegów. Gdy człowiek z małym ja staje na brzegu tej wartkiej miłującej rzeki, może zostać porwany w niewidzialny strumień życia. A stąd blisko już do utraty zmartwień, czarnych myśli i ucisków w ciele.

poniedziałek, 3 maja 2021

Utopia, jej ideały i historia wciąż żywotnego Karola

Był sobie pewien młodzieniec. Karol miał na imię.

Mieszkał w niewielkiej miejscowości wraz z swoimi rodzicami. Nie interesowała go ani szkoła ani praca. Lubił rozmyślać i snuć marzenia na temat tego, jak powinien wyglądać świat. Zdarzało się, że siadał w ogrodzie pod jabłonką, wyobrażał sobie jak prowadzi małą grupkę znajomych na barykady rewolucji. Rewolucja… To byłoby coś. Rozmyślał. Miał w sobie wiele osobistego powabu. Jego urok sprawiał, że gromadził wokół siebie ludzi, którzy podobnie jak on nie zgadzali się z dotychczasową sytuacją lokalnej społeczności, miasta czy całej ludzkości.

Nie przyznawał się do tego, ale szczerze nie znosił swojego życia. Nie chciał dorosnąć. Wolał śnić o świecie, którego nie było. Nie wiedział dokładnie jakby miał wyglądać ten „lepszy świat”. Uznawał, że sytuacja ludzkości jest nie do zniesienia. Uwielbiał postać Piotrusia Pana i marzył, jak każdy chłopiec, by uczynić coś wielkiego w świecie.

Zdarzało się, że Karolek – tak znajomi wołali do miejscowego rewolucjonisty, miał w sobie bowiem dziecięcy czar i w niektórych osobach budził instynkty opiekuńcze – przychodził na boisko szkolne i wygłaszał rówieśnikom płomienne mowy pobudzające do radykalnej rewolucji i walki z dotychczasowym światem.

Karol nie interesował się codziennością zwyczajnych ludzi. Gardził tym, co powszednie. Obiady własnej matki czy ciężka praca ojca zdawały mu się okropnie nudne i uwłaczające jego wyobrażonej wielkości. W głębi ducha odrzucał każdym system społeczny. Jednego ranka nienawidził rządu, drugiego szkoły, trzeciego rodziców. Każdego dnia znajdował w swoich myślach wroga i wyobrażał sobie jak cudownie byłoby żyć i istnieć bez szkoły, bez rodziców, bez rządu czy bez pracy. Świat bez wysiłku i bez zmagań! Kiedyś tego dokonam. Nie przyznawał się do tego, że często miewał okropne lęki i czuł się niezwykle samotny. Dlatego też widok uśmiechniętych kolegów grających w piłkę nożną wprawiał go w tęsknotę, w zażenowanie i w złość. Na tych uczuciach budował swoją filozofię: to szczęśliwe rodziny czy wszechobecna piłka nożna sprawia, że tacy ludzie jak ja są nieszczęśliwi.

Gdy Karol dorósł wybrał się pewnego dnia do opuszczonego domu, w którym żyli bezdomni, którzy skrywali się przed zimnem nocy. Kryli się tam również przed życiem, przed pracą, przed odpowiedzialnością, przed problemami dnia codziennego. Pili alkohol, który uśmierzał ich poczucie winy i bezradność.

- Drodzy bracia! Wasze życie jest nie do zniesienia! – Karol z uniesieniem głosił bezdomnym dobrą nowinę – Czy wiecie kto jest winien sytuacji, w której się znaleźliście? Czy rozumiecie?

Nastąpiła chwila ciszy. Ludzie ulicy patrzyli na siebie wzajemnie z niedowierzaniem. Poszukiwali we własnych oczach zrozumienia przyczyny swojego nieszczęścia i biedy.

- Zaraz wszystko wam wyjaśnię – kontynuował uradowany Karol – Ludzie, którzy żyją w domach uciskają was wszystkich! Ich dominacja, ich pieniądze, ich władza sprawiają, że nie możecie być szczęśliwi. Spójrzcie na nich. Ich zadarte nosy. Od wieków tłamszą was bezkarnie i zabierają wam szczęśliwe życie. Dość tego! Niech zapanuje wolność i równość. Niech podzielą się swoimi majątkami z wami. Jak można być aż tak skąpym i okropnym?! Ich domostwa, prace, kapitały, konta bankowe należą się i wam. Równość bracia! Oto wyzwolenie! Wprowadźmy nowy świat!

Bezdomni po usłyszeniu mowy Karola ruszyli w kierunku miasta z kijami i z kamieniami, by dokonać rewolucji…

Karol głosił również „równość” uczniom z pobliskich szkół. „Powinniście wziąć edukację w swoje ręce i uwolnić się z opresji dorosłych!”. Potem opowiadał dzieciom, że rodzice są źródłem ich cierpienia i zapraszał do buntu. Któregoś dnia spotkał grupę kobiet, które w zapracowaniu zajmowały się domem i swoimi dziećmi. Im ogłosił, że męski, wielowiekowy patriarchat jest przyczyną ich cierpienia. Kiedy kobiety stwierdziły, że kochają swoje życie i rodzinę, Karol obraził się i odszedł w myślach gardząc spotkanymi kobietami i ich brakiem zrozumienia własnej sytuacji. Nie są świadome miejsca, w którym są. Potrzebują oświecenia! Potrzebują świadomości swojego niewolniczego życia.

Ludziom, którzy szli na wybory, głosił, że ich problemem jest dominacja demokracji i części społeczeństwa, która ma władzę. Ludziom, którzy zmagali się z trudnościami psychicznymi powtarzał, że ich problemem jest sama medycyna, psychiatra i leki. Bez nich nie wiedzielibyście, że macie problemy! Kto tu tak naprawdę jest szalony? Ludziom, którzy nie mieli pieniędzy, prawił kazania o opresji kapitalizmu.

- Na barykady bracia – głosił wszem i wobec – oni was uciskają!

 

Myślenie życzeniowe, czarno-białe i zrzucające odpowiedzialność za stan dzisiejszy na innych jest źródłem wielu utopii. Utopia to rodzaj myślenia życzeniowego. Utopia to marzenie o świecie, którego nie ma. Utopia jak pokazuje to np. historia komunizmu, to oderwanie myśli od rzeczywistości. Myśl w  radykalnych utopiach odlatuje od bieżącej sytuacji w niebiosa marzeń i nie wraca na „ziemię rzeczywistości”. W rewolucji rozdźwięk między wizją a rzeczywistością należy pokonać. W jaki sposób radykalny utopijny rewolucjonista pokonuje owy rozdźwięk? Przemocą. Usprawiedliwia się tę przemoc dążeniem do upragnionego raju.

Utopia to dezercja z zastanej sytuacji. Utopia to ucieczka. Utopijne myślenie to rodzaj mechanizmu obronnego, który „broni” przed cierpieniem i wzięciem odpowiedzialności za własny los, za innych, za świat.

W utopijnych ideologiach znajdziesz tę samą zasadę postępowania, wyrażaną różnymi pojęciami:

To, co jest - nie może być takie, jakie jest. Jeśli nie może być, takie jest, należy z „tym” walczyć.

Pokonanie "dominacji" kultury, cywilizacji, patriarchatu, kapitalizmu, instytucji społecznych, burżuazji itd. w filozofiach podobnych do myślenia Karola utożsamiane jest z nadejściem raju. W rewolucyjnych utopiach ogłasza się: śmierć boga, śmierć państwa, śmierć podmiotu, śmierć wolnego rynku, śmierć kapitalizmu, śmierć klasy wyższej itd.

Wraz z nadejściem „owych śmierci” ma nadejść raj wolności, równości i dobrobytu dla wszystkich. Nie nadchodzi. Historia pokazuje, że zamiast raju pojawia się śmierć konkretnych ludzi, walka i różnorakie formy ucisku. Metodologia rewolucji, by znieść ucisk, cierpienie czy biedę, przynosi jeszcze więcej ucisku, cierpienia i biedy. Utopijni rewolucjoniści żądają bowiem ofiary z teraźniejszości na rzecz wyobrażonej, rajskiej, utopijnej przyszłości.

 

Pióro jest silniejsze od miecza.

Idea, którą w sobie noszę wpływa na całe działanie i na życiowy cel-intencję.

Imperatyw moralny, który budzi się we mnie na widok ideologii Karola z tej opowiastki to etyka: uważaj jakie myśli uznajesz za prawdziwe. Sprawdzaj idee, w które wierzysz jak złotnik złoto. Z nich bowiem może brać się przemoc, walka czy destrukcja bądź pokój, współpraca czy odpowiedzialne tworzenie lepszego jutra w zgodzie z tym, co jest. W tym imperatywie nie chodzi o umysłową żonglerkę, ale o praktyczną i moralną ścieżkę życia. To, co powstaje w umyśle, ma tendencje do urzeczywistniania się.

„Komunizm to potężny ruch zmieniający zły stan obecny”. (Karol Marks)

„Utopia nieuchronnie prowadzi do przemocy, ponieważ kiedy staje się utopią; z czegoś trzeba zrezygnować: albo z części utopii, albo z części społeczeństwa.” (Karl Popper)

„Możesz pomóc przekierować pędzący świat troszeczkę w stronę Nieba i troszeczkę dalej od Piekła.” (Jordan Peterson)

"Jeśli chcesz zmienić świat, idź do domu i kochaj swoją rodzinę." (Matka Teresa z Kalkuty)


niedziela, 4 kwietnia 2021

Nauki pewnego Mistrza i Ogień Prawdy

W pradawnych czasach był sobie pewien człowiek, którego nazywano nauczycielem. Jego obecność była wspaniała. Obok takiego człowieka nie dało się przejść obojętnie. Poruszał, pobudzał, inspirował. Niektórzy w spotkaniu z nim doznawali tak ogromnej przemiany, że stawiali się jego uczniami i kompletnie odmieniali swoje życie. Cuda i głębokie przemiana działy się w jego obecności każdego dnia. 

W tamtych czasach ludzie czcili słońce, ziemię, pradawne duchy i tysiące przeróżnych bóstw. Nauczyciel nie zajmował się tym wszystkim. Wskazywał raczej na wnętrze człowieka i wspierał w podążaniu do wnętrza samej Jaźni. Nikogo do niczego nie przymuszał, a jego nauki był ogromnie transformujące. Jak możesz się domyśleć nie był lubiany i dlatego ludzie religijni i wpływowi zabili go. Po tym jak mistrz odszedł uczniowie przez kilkaset lat żyli jego nauką, która autentycznie przemieniała, a wiedza i miłość rozchodziły się po świecie. Jego Duch był niezwykle żywy. Po czasie, gdy uczniów były już miliony, wspólnoty zaczęły stygnąć i kostnieć. Przejęto świątynie pomniejszych bóstw, a wiedzę i miłość wplątano w polityczną walkę o władzę. Przesłanie mistrza z roku na rok stawało się coraz mniej transformujące. Zaczęto tłumaczyć oryginalne nauki mistrza na inne języki i wplątywać je w różne mitologię i kulty. Rozwodniono jego radykalizm miłości i zamieniono na radykalizm codzienności, który utrzymywał status quo ludzkiego ego i stabilność struktur społecznych. Poza tym wszystkie elementy niezrozumiałe z nauk Mistrza starano się wyłożyć tak, jak gdyby on sam miał mówić, że jedynie jego nauka jest prawdziwa. Pojawił się lęk przed powrotem Mistrza. Zaczęto bać się i ogłaszać sąd nad tymi, którzy nie chcieli stać się uczniami. Mistrz stał się figurą kontrolera albo ratownika. Z czasem pojawiali się uczniowie, którzy twierdzili, że nauki Mistrza są kompletnie inne od doktryn i idei, które przyszywano do nauczyciela. Ich palono na stosie albo wyrzucano z miast. Dziś wiedza o Mistrzu jest dalej żywa. Kapłani i prorocy różnych kultów opowiadają o nim jako idei, która ma wspierać utrudzonych ludzi. Jedni opowiadają o nim jak o bezradnym i bezsilnym bogu i dają nadzieję, że kiedyś w tym życiu lub w zaświatach znajdą ukojenie. Inni zaś mówią, że jest i żyje nadal na tym świecie, ale oprócz abstrakcyjnych idei nie potrafią powiedzieć jak doświadczyć transformacji i mocy Obecności.

Nie ma potrzeby czekać na z martwych wstanie, bowiem śmierć od zawsze jest złudzeniem.

Tam gdzie wnętrze usycha, wystarczy płomyk Ognia Prawdy z nauk Mistrza, by egotyczne ja spłonęło do cna. Popiół tego doświadczenia to wewnętrzna Golgota, która jest niczym w porównaniu z samym Ogniem.

 

Królestwo Boże w was jest.

Królestwo Boże jest w was i wokół was. Nie w domach z drewna i kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam, podnieś głaz, a znajdziesz mnie.

Bóg jest Duchem i Jego czciciele powinni Go czcić w Duchu i prawdzie.

W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

niedziela, 28 marca 2021

Nie taki rozum sprawczy, na jaki wygląda

Jestem przekonany, że posiadanie konkretnych myśli i idei wpływa bezpośrednio na sposób życia człowieka. Wielkie i głębokie idee wpływają na rozwój, zaś idee małe, egoistyczne i próżne wzmacniają cierpienie i izolację ludzi. Uwielbiam myśleć i poszukiwać idei, które mogą wpłynąć na to, że człowiek będzie przeżywał swoje życie bardziej sensownie i w większej integracji wewnętrznej. Mimo tego doświadczenie pokazuje mi, że rozum ze swoimi procesami może łatwo uwikłać się w sobie samym w nieskończonych analizach, które stają się oderwane od rzeczywistości. W pracy z ludźmi i własnej pracy wewnętrznej zauważyłem, że omijanie myśli i praca na uczuciach jest niebywale skuteczną drogą w kierunku głębszej i bardziej spełnionej egzystencji. Wczoraj wpadłem na cytat pewnego znanego w Polsce psychiatry i psychoterapeuty:

Dość powszechne jest mniemanie, że to rozum decyduje o przyszłości naszej i naszej planety. Myślę, że zbyt często zapominamy o banalnej okoliczności, że rozumem w znacznym stopniu rządzą emocje. W zależności od tego, jak przebiegało nasze życie, jakie było moje wczesne dzieciństwo, jakie miałem traumy oraz jakich miałem nauczycieli i autorytety, to takie będą we mnie proporcje pomiędzy razem a osobno, miłością i nienawiścią, troską o siebie a troską o innych. W zależności od tego, jakie emocje będą we mnie wygrywały, to takie myśli mi przyjdą do głowy. (Bogdan de Barbaro)

Tak! Jednym z odkryć Freuda i późniejszych przeróżnych szkół psychoterapeutycznych było zauważenie, że nieświadomość, która przejawia się przez energią emocjonalną, wpływa bezpośrednio na życie człowieka. To nie rozum jest jedyną instancją, która ma moc sprawczą. Zajęcie się więc emocjami ma możliwość zmiany człowieka i świata. Od lat praktykuję uwalnianie uczuć, w którym omijam dyskursywny i racjonalny umysł, pozwalając uczuciom być. Efekty zdumiewają mnie od lat. Myśli przestają być problemem do rozwiązania, a codzienność staję się lekka ze względu na coraz większą wolność emocjonalną. Można spojrzeć na myśli jako wypustki, które powstają w danych stanach emocjonalnych. Nie przejmowanie się więc tym, co się myśli, a zwracanie uwagi na uczuciowe impulsy i proste uwalnianie może odmienić nasz sposób myślenia, a wraz z tym może zmienić sposób funkcjonowania w świecie - z zamkniętej, przestraszonej czy walczącej jednostki w kierunku osoby otwartej, wspierającej i twórczej.

Niektórzy spędzili całe życie, konstruując wyrafinowane struktury intelektualne, by usprawiedliwić rażąco oczywiste zwyczajne stłumienie emocji. (David R. Hawkins)

Więcej o uwalnianiu uczuć znajdziesz na grupie facebookowej:
https://www.facebook.com/groups/429071684823490

niedziela, 22 listopada 2020

Nowoczesność, jej blaski i cienie

Lubię pisać o świecie, o tym, co się dzieje i jakie to ma znaczenie dla człowieka i dla ludzkości. Zadziwia mnie to. Na codzień utożsamiam się z postawą introspekcyjną - bycia w sobie. Świat myśli, uczuć, mechanizmów psychicznych, głębin nieświadomości jest dla mnie jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń codzienności. Uwielbiam być w kontakcie jeden na jeden z innymi. Kocham świat medytacji, snów i odśrodkowych olśnień. Zadziwia mnie więc jak bardzo ciągnie mnie do pisania o procesach w świecie, o przemianach w dziejach, o rozwoju ducha w kosmicznym tańcu ewolucji. Introwersja pisząca o ekstrawersji. A jednak... Możliwe, że von Franz, pisząc o wielkim Freudzie, napisała coś trafnego o prostym Rafale i o każdym, kto lubi w różny sposób tworzyć. Osobowość, która na codzień jest introwertyczna, w swoich dziełach staje się ekstrawertyczna. Nie od dziś wiadomo, że psychika dąży do równowagi (fachowo nazywa się to kompensacją). Część naszych nieświadomych pomyłek, kłopotów czy nawet chorób to wezwanie do równowagi. Mądrość płynącego i żywego procesu psyche wzywa nas do zauważenia innej części naszych osobowości. Natura naszej psychiki jest dynamicznym procesem homeostatycznym. W związku z tym dam się porwać indywidualnym procesom mojego wnętrza i napiszę kilka słów refleksji o współczesności i jej córce nowoczesności. Obie zachwycają mnie nowością, którą wnoszą w świat. Jednocześnie zaś jak to bywa z młodością - nie znosi ona kompromisów i nie pyta o wczoraj, dlatego też ważne, żeby otoczyć ją dorosłą refleksją, która widzi nie tylko, co można zrobić, ale i to czego nie można albo i nawet nie wolno robić. Dla młodości granice nie istnieją, dlatego też potrzebuje ona mądrej dorosłości, która ujmie w ramy to, co energicznie nowe i dążące do zmian. W procesie dziejowym możliwe jest objęcie nowoczesności i jej nowości. Zdaje się, że wszystko, co do tej pory wypracowaliśmy nie może zostać odrzucone. Mądrość dziada i pradziada, baby i prababy nie może zostać odrzucona. Ryzykujemy w ten sposób zachwianie granic w jednostce i w społeczności, co możemy dobitnie zauważyć w rodzinach, w których granice nie są uznawane.

Współczesność kojarzy się z przyśpieszeniem, z wielozadaniowością, z rozwojem technologii i z komunikacją internetową 24 godziny na dobę. Możemy napisać czy zadzwonić do przyjaciół na drugim krańcu świata, studiować on-line, zrobić zakupy czy spotkać miłość swojego życia w social mediach czy na portalach randkowych. Świat przyśpieszył. Jasną stroną tego przyśpieszenia jest to, iż mamy więcej czasu niż ludzie żyjący setki lat temu. Dziś czas staje się większym zasobem niż pieniądz. Nie musimy walczyć o byt, o przetrwanie jak nasi przodkowie. Oczywiście dysproporcje społeczne istnieją i nie wszyscy w równym stopniu są aż tak uprzywilejowani. Mimo to współczesność daje możliwości. Mamy potencjały, o których sto lat temu mogliśmy jedynie śnić. Możliwe, że owe sny-marzenia wprowadzają nas w jeszcze szybszy świat informacji czy też postinformacji. Jednocześnie dzięki większej ilości czasu dla siebie, współcześni ludzie nieustannie studiują, uczą się, rozwijają. Psychoterapia czy treningi mentalne nie są już dziś wyłącznie dla osób zaburzonych czy chorych. Chcemy rozwijać się i poprawiać jakość naszego świata. Do niedawna w meandry rodzicielstwa wprowadzała matka, babka i rodzinna społeczność. Dziś sposób rodzicielstwa to wybór rodziców, którego dokonują na bazie obserwacji własnej rodziny, swoich preferencji, wiedzy internetowej i kursów on-line.

Jednocześnie przyśpieszenie odrywa nas od ziemi. Żyjemy w rzeczywistości chmury internetowej, w której spotykamy się z innymi, gratulujemy zaręczyn czy zachwycamy się zdjęciami nowonarodzonych dzieci przez komunikatory. Mogą dzielić nas setki kilometrów, a jednak jesteśmy w ciągłym kontakcie. Ostatnio z przyjacielem, który mieszka w innym mieście niż ja, pisaliśmy wspólny tomik poezji. Połączenie, uczucia, wizje były prawdziwe. Krytycy wirtualnego świata nie rozumieją, że choć nie jest on fizyczny, związany z doświadczeniem cielesności, to jest prawdziwy. Świat Internetu jest realny w tym sensie, że wpływa bezpośrednio na nas i umożliwia konkretną twórczość czy doświadczenia. 

Oderwanie od ziemi i do materii jest jakby drugą stroną nowoczesności. Wiem, co mówię. Mieszkam w stolicy, na drugim piętrze pewnej starej kamienicy, spędzając wiele czasu w Internecie na konsultacjach, zajęciach, pisaniu i tworzeniu. Gdy jadę na wieś do rodziny dotykam ziemię z dreszczykiem, z czcią i z przyjemnością. Robię to jakbym spotykał zapomnianą przeze mnie mityczną matkę. Na codzień nie oram ziemi, nie pracuję w materii. Dla homoostazy potrzebuję wyjść z facebooka, z zooma czy z książki czytanej na tablecie. Ponownie objawia się tu mądrość samej pyche. Nowoczesność w dużej mierze płynie na fali Internetu. Dziś mamy już do czynienia z  web 3.0, który nie tylko jest przestrzenią biernego czytania czy oglądania, ale i  aktywnego udziału przez użytkownika w dzieleniu się informacjami, sprzedażą, marketingiem. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienie z kolejnym dobrodziejstwem, które musi być jednak uzupełniane kontaktem z naturą, z ziemią, z dotykalnymi relacjami, z archaicznymi uczuciami mitów, baśni czy religii i bezpośrednim, fizycznym kontaktem.

Nowoczesność ma wiele kolorów. Niedawno z jednym z uczniów z liceum, w którym pracuję, w ramach konsultacji filozoficznych, rozmawialiśmy o współczesności. W którymś momencie mój młody przyjaciel stwierdził, że współczesność to w dużej mierze indywidualizm. Możemy żyć, jak chcemy. Właściwie to dzisiejsze wezwanie rzucane młodemu człowiekowi wyraża się w maksymie: wybierz swoją ścieżkę i nią podążaj. Musisz wybrać sam. Jesteś odpowiedzialny za swoje życie. Indywidualizm to ścieżka współczesności, to swoisty imperatyw moralny czy etyczna podstawa. Indywidualizm na naszej planecie nie był oczywistością. Przedziwne połączenie zachodnich podstaw cywilizacji: chrześcijaństwa, greckiej filozofii, rzymskiego prawa i oświeconego rozumu (wraz z nim rozwoju nauki, medycyny, technologii) przyniosły rozkwit indywidualizmu. Ludzie przez dziesiątki tysięcy lat żyli stadnie i żeby przetrwać trzymali sztamę z własnym rodem, z plemieniem. Rodzina i jej prawo, zwyczaje, totem wartości i sensów były centralnym prawem i osią życia. Dziś na skutek nabrania osobistej mocy wielu ludzi nie boi się chodzić własnymi drogami, nawet jeśli oznacza to niechęć rodziny czy społeczności. Dziś chodzenie własną ścieżką jest nakazem i obowiązkiem moralnym. Wyzwań i problemów z rozwojem indywidualistycznych społeczeństw jest co niemiara, jednak samo poszanowanie dla praw jednostki i uznanie autonomii jest wielkim osiągnięciem cywilizacji Zachodu.

Nowoczesność to ekstrawertyczny rozwój, wyrażający się nie tylko w internetowych streamach komunikacyjnych czy sprzedażowych, ale również w sposobie życia. Przyśpieszenie może wiązać się z utkwieniem w jednostronności. Ekstrawertyczna postawa nie uwzględniająca introwersji dysharmonizuje człowieka i często woła przez nerwicowe, kompulsywne myśli czy gwałtowne afekty. Sytuacja izolacji pandemicznej sprzyja Zachodowi w wyrównaniu postawy psychicznej. Izolacja może być sytuacją rozwojową. Może pozwolić nam na rozwinięcie w nas i w naszych rodzinach jakości, które do tej pory nie miały możliwości na zaistnienie. O pandemicznych szansach rozwojowych mówiłem w live'ie, którego link podaję poniżej:

https://fb.watch/1ULCQ4NBCv/

Refleksja, którą snuję w ramach tego tekstu nie zamyka tematu, otwiera go raczej i stwarza nowe pytania. Nowoczesność jak nastolatek budzi w ludziach dorosłych przeróżne odczucia. Jedni zachwycają się energią tej siły, drudzy niepokoją się przyśpieszającą zmianą, trzeci demonizują nowoczesność jako córkę zamętu i destrukcji. Pewnym jest, że asymilacja nowoczesności zależy od każdego z nas. Możemy być ofiarami zmian cywilizacyjnych albo twórcami nowych czasów, którzy wnoszą świadomość i miłość w przemiany dziejowe. Decyzja zależy od nas.

poniedziałek, 9 listopada 2020

Co wrze pod pokrywą? O procesach społecznych końca 2020 roku w Polsce

2020 rok, październik. Strajk kobiet i masy ludzi wychodzące na ulicę wzbudzają we mnie pewną dozę konsternacji, przekonania "można było się tego spodziewać" i fascynacji procesami społecznymi. Sytuacja otwiera we mnie pytanie: co właściwie dzieje się w przestrzeni publicznej? 
Z perspektywy faktów chodzi o decyzję Trybunału Konstytucyjnego w kwestii prawnych aspektów zakazu aborcji przy wadach letalnych płodu matki. Sprawa dotyczy więc etyki, prawa i różnicy światopoglądowej. Tam, gdzie pojawiają się tłumne demonstracje, tam też można spodziewać się, że sprawa nie dotyczy jedynie poziomu faktów. Istnieją procesy społeczne, których nie widać 'gołym okiem', ale przy zastosowaniu zdobyczy psychologii głębi czy psychologii procesu można zauważyć, o co chodzi na głębszym poziomie. Tak jak dwie osoby, które kłócą się o racje czy poglądy, zanurzone są w złożone afekty i procesy, tak dwie społeczne polaryzacje pływają w czymś bardziej złożonym niż jednopunktowe racje. Nie w każdym konflikcie chodzi o przedmiot sporu, a prawie zawsze konflikt ma w sobie wiele, różnych wymiarów. Warstwa deklaratywna konfliktu jest jedynie jak pokrywka na garnku, w którym wrze woda. Słowa mówią wiele, ale to, co nie jest mówione, jest równie istotne. W wypadku konfliktu wrzenie jest rodzajem starcia sił czy też energii społecznych, wchodzących ze sobą w interakcję.

Strajk kobiet. Mieszkam na Żoliborzu. Kilka dni po rozpętaniu społecznej burzy, słyszałem ze swojego cichego mieszkanka, dobiegające z ulicy syreny policyjnych radiowozów. Sygnały wołały mnie: dzieje się,  pali się, ogień... Rozhulany proces społeczny jest jak ogień. Żywy, energiczny, czasem zagrażający i niebezpieczny. Proces społeczny jest jak buchający ogień.

Wyszedłem na spacer, by z ciekawością przyjrzeć się, co dzieje się pod domem pewnego posła, którego sprawa w dużej mierze dotyczyła. Policja opatrzona w tarcze obstawiała całą ulicę. Do kordonu policyjnego podchodzili głównie młodzi ludzie. Niektórzy krzyczeli, inni podnosili kartonowe napisy. Stanąłem i przypatrywałem się temu, co się dzieje. Po chwili poczułem, że na miejscu tego procesu, unosi się "duch dyktatury". Duch w procesach grupowych to rodzaj roli, postaci czy energii, która nie jest świadomie przez nikogo obstawiana. Dyktator to rozkazująca siła, nieznosząca sprzeciwu. Ludzie podchodzą, krzyczą wulgaryzmy, bo nie chcą moralnej czy religijnej dyktatury. Zresztą Polacy mają wielowiekowe tradycje walki z dyktatorską siłą okupanta.

Protesty społeczne posiadają, oprócz mechanizmu uwolnienia nadmiaru frustracji i niezadowolenia, siłę, by zmieniać porządek społeczny.
 
Złość może pełnić rolę punktu zwrotnego, za sprawą którego osoby uciskane w końcu chcą się uwolnić. Gniew na niesprawiedliwość społeczną, na represje czy nierówność spowodował w historii ludzkości wielkie rozruchy społeczne, które doprowadziły do poważnych zmian struktur społecznych. (David R. Hawkins "Siła czy moc")

Inną sprawą jest to, iż proces ten zwie się "strajkiem kobiet". Siła z jaką kobiety występują w tej sytuacji zdumiewa wszystkich. Słynne "wypierdalać" jednych oburza, drugich dziwi, trzecich wzywa do protestu. Jednak jeśli przyjrzymy się bliżej owej energii, możemy zauważyć proste, mocne i stanowcze "nie", które bierze się z tego, iż kobiecość doszła do jakiejś granicy. Aspekt kobiecy naszego społeczeństwa przez kilka ostatnich wieków jest w mniejszym lub większym stopniu represjonowany czy marginalizowany. Nie trzeba być feministą/ką, żeby to zauważyć. Energia męska, a więc sprawczość, siła, zdobywanie, przekształcanie świata jest dominującym kawałkiem naszej cywilizacji. Energia żeńska kojarzona bardziej z relacyjnością, z naturą, z ziemią domaga się w procesie dziejowym uznania i równowagi. Daleko mi do neomarskistowskiej idei, iż świat to ścieranie się dwóch odmiennych płci, jednak by oddać sprawiedliwość owej wrzącej kobiecości nie można zamykać oczu na dominującą społecznie rolę mężczyzn. Nierównowaga w świecie objawia się przez zmieszanie i uliczne protesty. 

Inną stroną całej sytuacji jest objawiająca się słabość religii. Gdy religia kostnieje i zamiera - staja się jak pusta studnia - zamiast czerpać ze Źródła, od którego ma swój początek, zaczyna posiłkować się prawem i układem z władzą, by ustanowić siłą swoją rację moralną. Poza tym następuje tu jeszcze inny proces - prawo staje się ważniejsze od żywego doświadczenia. W ten sposób religia kostnieje. Nie daje już żywego doświadczenia. Nie inicjuje w misterium, w wewnętrzne olśnienie, w dojrzewanie moralne. Zajmuje się obroną wypracowanego prawa i wyobrażenia na temat świata. Opowiada jedynie jak powinien wyglądać świat przez okulary własnego systemu moralności. Co ciekawe ponad dwudziestu księży wystosowało pewien list, a dwudziestu innych odpowiedziało na ich list. Spór. Katolicyzm, opowiadając się w pewnym momencie dziejów, przeciwko aborcji w sposób absolutystyczny, ukręcił sobie na siebie samego bicz, którym sam siebie rozwali. Jeśli podejdziemy do sprawy wnikliwie i badawczo, okaże się, że współczesna nauka ma ogromną trudność w określeniu, kiedy możemy mówić o istnieniu człowieka i co definiuje człowieczeństwo. Ostateczny osąd moralny nie jest więc tak oczywisty i prosty.

Jeden z symboli protestów, czyli piorun uderzający w krzyż, dobitnie pokazuje nieświadomą energię procesów społecznych. Część społeczeństwa ma dość panowania christianitas, które dyktuje reszcie społeczeństwa swoje warunki, nie słysząc głosu kobiet. Symbol ten pokazuje również, że proces laicyzacji w państwie może zajść szybciej i głębiej niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Piorun z błyskiem w tle. Oby nie niszczył, a przemieniał naszą społeczną macierz. 

Tak nam dopomóż Ojcze nasz. I matko nasza dopomóż też! 
Ponad płcią i ponad wszelkim wrzeniem - bądź pochwalon - Bezimienny!