Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

Zaraza, jej archetypy i mądrość nieświadomości

Ostatnie tygodnie dla sporej części ludzkości są intensywnym czasem zmiany orientacji życiowej. Wirus i pandemia destabilizują życie społeczne i psychiczne. W poniższym tekście stawiam hipotezę, iż działalność polityczna i naukowa została opanowana w dużej mierze przez nieświadomość zbiorową. Co to oznacza? Zostaliśmy opanowali przez irracjonalne siły, o których nasza świadomość ma nikłe pojęcie. W pierwszych dniach doniesień o nowym wirusie sądziłem, że sprawa rozejdzie się po kościach (podobnie jak w przypadku sars czy ptasiej grypy). Myliłem się. Działanie tego wirusa wywołało w psychice obiektywnej głębokie poruszenie. Świat jakby zaczynał wariować. Szaleństwo, czyli intensywne działanie pod wpływem irracjonalnych, popędowych czynników wskazuje nam zgodnie z mapą psychologii głębi na zbiorową nieświadomość (nastąpiło poruszenie oceanu irracjonalnych i zbiorowych warstw psyche). Z perspektywy moralnej rzecz nie jest dobra ani zła, dopiero nasze działania wobec tych poruszeń można oceniać moralnie. Pamiętam dokładnie moment zamykania pierwszej szkoły w Warszawie, pustych półek w sklepach (brak papieru toaletowego i mięsa), wiadomości od znajomych o wojsku, które lada moment ma zamykać miasta. Na poziomie racjonalnego umysłu - wszystkie wieści widziane były jako irracjonalne lęki i zachowania powodowane troską o przetrwanie. Głębiej zaczynałem zauważać, że chodzi o archetypy i ich przemożne działanie.

W całym tym zamieszaniu poczułem w pewnym momencie napływ niebywałej paniki. Nagle wewnątrz mojej psychiki pojawił się koncept, iż świat ten zmierza ku końcowi. Pojawiły się znane z sytuacji granicznych odczucia: lęk, panika i złość. Wszedłem w to doświadczenie albo raczej nieświadomie zostałem porwany. Dopiero po jakimś czasie uzyskałem spokój i trzeźwe spojrzenie, z jednoczesnym wchodzeniem i obserwacją tego, co się dzieje we mnie i w zbiorowości. Z perspektywy psychologi głębi nieświadomość zbiorowa posiada dużą siłę, by wciągnąć ego człowieka w dane znaczenie, które często okraszone jest działaniem instynktownym. Dla przykładu impulsywne zakochanie czy marsz w pochodzie politycznym mają znamiona pochwycenia archetypowego. Może się zdarzyć, że choć nie sprawdziłeś do końca programu politycznego danej partii (nawet świadomie możesz się z nim nie zgadzać) czy nie dowiedziałeś się o obiekcie swojego zakochania nic więcej, prócz podążania za pociągiem ku niej - to z jakichś powodów robisz to, co robisz. Siła nieświadomości jest ogromna. Epoka rozwiniętej techniki, medycyny i nauki zastąpiła już jakiś czas temu świat religijnego zbawienia czy siłę mitów, symboli i popędowych energii.  Tylko pozornie. Nieświadomość przemawia i wpływa na nas. Ona żyje nas. Im mniej uznajemy jej obecność, tym bardziej zostajemy opanowani przez jej działanie. W szkole nie uczymy się o nieświadomości, o irracjonalnych popędach czy o wszystkim, co w nas samych nieustannie "gada swoje" i "robi swoje", a my udajemy, że tego nie ma.

Sytuacja wokół covid-19 jest wzorcowym działaniem psychiki zbiorowej. Całe narody zostały porwane przez lęk i panikę. Politycy i część nauki została zainfekowana treścią praobrazów epidemii. Nie oceniam tego moralnie w tym miejscu. Tak po prostu jest. To fakt.  Ludzkość nieraz zmagała się już z zarazami, z chorobami, z kataklizmami. Nasi przodkowie wypracowali całe mnóstwo zachowań, oddziaływań i postaw wobec zagrożeń. Zarazy nie należą jedynie do zamierzchła przeszłości. Myśli, emocje, reakcje wszystko to w pewnym stopniu "dziedziczymy" od przodków. Wszystko to odzywa się dziś, a my sami możemy nie poznawać własnych postaw, odczuć i reakcji - "jak mogliśmy tak panikować? jak mogłem kupić tyle papieru?" To nie nasza codzienna ego-świadomość reaguje na wydarzenie pandemii, a przynajmniej nie w takiej mierze jak sądziliśmy. Nieświadomość, która nie ma choć małego światełka ludzkiej świadomości działa w szaleńczym tempie.

Z powstałej epidemii można wyciągnąć jeszcze inne wnioski. Mimo rozwoju nauki i techniki ludzkość może dziś na nowo odkryć, że kruchość egzystencji człowieka i tej planety nie jest jedynie teorią. Pamiętam ten moment, gdy po moich plecach przebiegł dreszcz na wieść wiadomości o dziesiątkach zmarłych. Zgodnie z psychologią procesu wszedłem w ten symptom, by sprawdzić jakie znaczenie ze sobą niesie. Im dłużej przebywałem z tym dreszczem, tym bardziej zauważałem, że jest to kruchość, na której stoi ten świat. Przyjęcie tej kruchości pozwala na zwiększenie pola akceptacji i spokoju. Ten świat nie jest ostateczny - to jedno z mądrych wiadomości, które śle nam nieświadoma psyche.

Archetypowe obrazy i odczucia są matrycą tego, w jaki sposób nasi przodkowie radzili sobie z zarazami. Pierwsze prawo biologiczne prowadzi nas w kierunku przetrwania za wszelką cenę. Dostaliśmy to w spadku po zwierzętach. Duża część świata podąża dziś wyłącznie za owym popędem obrony przed śmiercią. Choć teorie naukowe i interpretacje statystyk mówią o wielkim niebezpieczeństwie, na ten moment liczby nie wskazują na to, iż ludzkość miałaby być zagrożona w sposób absolutny. Oczywiście musimy chronić innych i szukać sposobów radzenia sobie z kryzysem, jednak aktualny program masowej kwarantanny nie wydaje mi się być słusznym (nie będę kontynuował tego wątku, bowiem zajmuję się tu bardziej nieświadomym aspektom całego wydarzenia niż krytyką masowej kwarantanny). Pandemia paniki wrzuca ludzi w bieganie do lekarzy i do wyjazdów do szpitali, nawet z niewielkimi przeziębieniami, albo do postawy przeciwnej - unikania lekarzy za wszelką cenę. Snuję tu przypuszczenie, iż na poziomie racjonalnym całe zamieszanie z masowymi kwarantannami jest przesadzone i oparte o prawdopodobieństwa, które wyliczane są w archetypowej panice.

Dzięki temu, co się teraz dzieje, możemy również sporo dowiedzieć się o cieniu zbiorowym, który często powstaje w sytuacjach zagrożenia. W pierwszych dniach ogłoszenia pandemii wszystkie głosy, które kwestionowały zasadność masowej kwarantanny były uciszane i atakowane. Sam usłyszałem na swój temat, iż chcę po prostu być zauważonym, że jestem kanapowym specjalistą i że powinienem przestać chrzanić, bo nie jest to czas na filozofowanie, tylko na działanie. Ostatnia wypowiedź dokładnie pokazuje jak działa archetypowa zaraza - gna do instynktowego działania, które w wypadku większości krajów oznaczało zamknięcie w domach. Myślenie, które jest refleksją nad tym, co się dzieje, jest w gruncie rzeczy niebywale ważne. Uspokaja, pokazuje alternatywy i możliwości w działaniu, hamuje popęd przed natychmiastowym, totalnym i irracjonalnym działaniem. Nie chodzi tu o to, kto ma rację, a raczej o bycie w kontakcie z wszystkimi głosami, które zjawiają się w przestrzeni społecznej i wewnątrzpsychicznej. Inaczej mówiąc; im nasz kontakt z nieświadomością jest bardziej świadomy, zaangażowany i pełen zrozumienia, tym mniej nami miota i rzuca. Stajemy się w ten sposób indywiduum i pełnią życia psychicznego. Nie rządzi już nami ślepy los czy fatum. Stajemy się świadomi i mamy dostęp do mądrości. Jak to powiedział Jung: „dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."


Na przykładzie Polski, w której zabroniono wchodzić ludziom do lasu, dało się zauważyć, iż reakcja rządzących nie ma za wiele wspólnego z racjonalną, przemyślaną decyzją. Las jest miejscem zdrowia, ale archetypowa panika widzi wirusy wszędzie. Stacje telewizyjne na swoich banerach pokazywały latającego wirusa, który staje się jakby ikoną medialną i wzmacnia stres. Wiele poglądów polityków i naukowców zmieniało się w krótkim czasie. Maseczki w jednym momencie miały nam bardziej szkodzić niż pomagać, dwa tygodnie później stały się obowiązkiem. Co ciekawe pojawiło się wiele głosów ze świata nauki kwestionujących działania rządów i głównego prądu naukowego. Epidemiolodzy, lekarze, naukowcy mówili, iż strategia masowej kwarantanny nie jest dobrym rozwiązaniem. Część z nich została zagłuszana. Oczerniano ich, niektórym znikały konta internetowe czy społecznościowe. W taki sposób tworzy się kolektywny cień.

Ostatnio obejrzałem po raz drugi film "Istota serca" o C.G. Jungu. Dotknęła mnie tam zwłaszcza jedna wypowiedź tego znakomitego analityka, która dobrze oddaje o co toczy się gra:

"Współczesny świat wisi na włosku. Tym włoskiem jest psychika człowieka. Współcześnie nie zagrażają nam klęski żywiołowe. W naturze nie ma czegoś takiego jak bomba wodorowa - to wszystko jest dziełem człowieka. Jesteśmy wielkim zagrożeniem. Psychika jest wielkim zagrożeniem. Co, jeśli pójdzie coś nie tak z psychiką? Widzieliśmy już jaką siłą jest psychika. Jakże ważne jest coś o niej wiedzieć. Ale nie wiemy o niej nic. Nikt nie docenia już idei, według której procesy psychiczne zwykłego człowieka mają jakieś znaczenie. Ludzie myślą:' Och, on w swojej głowie ma tylko to, co pochodzi z jego otoczenia.' Został nauczony określonych rzeczy i wierzy w określone rzeczy. A w szczególności, jeśli jest dobrze wychowany i wykarmiony - nie ma żadnych idei. To wielki błąd, ponieważ człowiek nie jest tym, kim się rodzi. Nie rodzi się jako niezapisana tablica, ale jako rzeczywistość" (C.G. Jung)

Statystyki, rozum, nauka, wykresy, granty naukowe, pragnienie bycia ważnym, lęk, panika, duma intelektualna, słupki wyborcze, a przede wszystkim dumne i wystraszone ego, są bazą dla działań w obliczu obecnego kryzysu. Psychika człowieka jest w moim przekonaniu włoskiem całej sprawy. Mądrość nie płynie jedynie z dedukcyjno-indukcyjnych matematycznych modeli zarządzania kryzysem. Mądrość nie opiera się na szczepionkach i aparaturze medycznej, choć wszystko to wzmacnia komfort życia na tej ziemi. Mądrość nie jest opinią większości, jeśli ona mija się z prawdą. Mądrość to przede wszystkim bycie w kontakcie z tym, co wewnętrzne, z całym znaczeniem i siłami nieświadomości, które pragną być poznane. Nieświadomość nie musi być rozumiana jako wróg czy intruz, ale jako przyjaciel, wspierający nasz świat i będący równoprawnym obywatelem naszej psyche. Byleby dać tej mądrości trochę więcej miejsca...

środa, 4 marca 2020

Brzuch lasu, czyli metafora miłosnej Obecności

Jest pewna piękna piosenka, choć myślę, że trafniej utwór ten należałoby nazwać pieśnią. Pieśń jest wielka i głęboka. Opowiada jakąś archetypiczną treść, wspartą głębokim i często uniwersalnym wzorcem. Pieśń niesie znaczenie i poczucie jakiegoś mniej lub bardziej wyrazistego rezonansu w tym, który słucha czy wykonuje muzykę. Pieśni mogą zmieniać nasze wnętrza, a wraz ze zmianą umysłu człowieka zmienia się świat. Zdaje się, że odwrotna droga nie jest prawdą. Pragnienie by zmieniać świat, uszczęśliwiać kogoś czy zmieniać raczej nie ma takiej energii i żaru jak kochanie od środka. Poza tym zdaje się, że gorączkowa niezgoda na świat i innych ludzi płynie z egotyzmu. Inaczej jest z miłością. Kochanie to nie jest tylko kochaniem kogoś lub czegoś. Jest samym byciem miłości. I to owy stan zmienia wszystko dookoła. Święty, mędrzec czy zbawiciel tym jaki jest, zmienia wszystko wokół. Dzieje się to samo z siebie. On tego nie robi. Gdy poddaje Sile Wyższej swoje życie, Ona zaczyna promieniować przez niego. Ów stan miłości można wyrazić się przez piękne i głębokie pieśni, płynące z Serca Istnienia.


Pieśń, o której pisałem na początku tego tekstu to utwór "Na wróble" pani Meli Koteluk. Opowiada ona w przepiękny sposób o naturze człowieka, która wolna jest iluzji przymusu pragnień. 



Kilka dni temu przeżywałem swój własny ślub i wesele. Dzień ten był dla mnie i Zosi pięknym, wzruszającym świętem miłości. Zabawa, wolność i radość kochania dały nam przaśne i urokliwe doświadczenia. W czasie składania życzeń przez rodzinę i przyjaciół nagle przyszło do mnie, że wydarzenie to jest metaforycznym siedzeniem w brzuchu lasu. Sala była cała w drewnie, na naszym stole położono mech i pieńki. Jednak brzuch lasu jest tak naprawdę pewną metaforą. Określenie to pochodzi z piosenki Meli Koteluk. Oznacza dla mnie egzystencję wolną od przymusu pragnień, pozorów szczęścia i gorączki ego. Jest w tym jakiś urok życia bez pośpiechu, bez zdobywania i bez walki o iluzoryczne zaistnienie.

Gdy siadam w "brzuchu lasu" i słucham wiatru przypominam sobie kim jestem. Wiatr opowiada o przepływie, o lekkości, o wolności... Opowiada o czymś niewidzialnym, które jest bardziej realne od widzialnego. Wiatr wieje, ale "nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża". Jest przejawem Nieprzejawionego. Wkopanie się w siebie i bycie w brzuchu lasu jest niewiarygodnie proste. Gdy tracimy złudzenia i iluzje, stan ten się odsłania. Zawsze tu był, ale chmury małego ja, przysłaniały jego blask. Gdy brzuch lasu staje się codziennym stanem, nie mam się czym pochwalić. Brakuje w tym stanie wyjątkowości ego w postaci bycia-super czy też bycia-beznadziejnym. Jest to, co jest.

Nigdy nie widziałem, żeby las chwalił się tym, czym jest. Las i jego brzuch jest przepiękny. Nie ma potrzeby niczego udowadniać ani kwestionować. Choć na poziomie roślin, zwierząt czy grzybów las rozwija się czy zwija (ewoluuje bądź inwoluuje), to w samej esencji jest święty i nie podlega zmianom. Z człowiekiem jest podobnie, jednak nieprzytomność i wygnanie z brzucha lasu w pęd konsumpcyjnego świata, sprawia, że nie dowierza on w istnienie czegoś głębszego niż to, co widać, co da się zmierzyć i to, za co można zapłacić kartą.



W brzuchu lasu nie ma nic poza radością i kochaniem, które przyjmują tysiące form. Jak to pięknie stoi w "Niekończącej się historii":

"Bo widział już, że na świecie były tysiące odmian radości, ale w gruncie rzeczy wszystkie stanowiły jedną radość kochania. Radować się i kochać to było jedno i to samo"

Metaforycznym "brzuch lasu" jest źródłem Życia i celem naszego istnienia tu na ziemi. Im bardziej poddamy się jego wpływowi, tym głębiej zaskoczy nas radość ubrana w miłość czy też miłość ubrana w radość.

Z czego tu się cieszyć?
Z wszystkiego i z niczego. To kim jestem, jest samą Radością.

wtorek, 12 lutego 2019

Nieświadome

Jednym z największych odkryć współczesności jest poznanie i zrozumienie, że istnieje Nieświadome. Przed czasami Freuda i jego kumpla po fachu, a potem intelektualnego oponenta, Carla Junga, wiedziano, że istnieje senna niewiedza i świat fantazyjnych psychicznych treści. Jednak nie przykładano do niej większej uwagi i nie potrafiono naukowo nazywać tego zjawiska. W XIX wieku nastąpiło swoiste odkrycie, iż nieświadomość jest czymś rzeczywistym. Dziś nikt się temu nie dziwi. "Jestem nieświadomy wielu rzeczy". "Nie wiem czemu to zrobiłem". "Dlaczego właściwie to powiedziałem?", "Co do cholery znaczy ten sen?" Pytania tego typu są dziś przedmiotem osobistego badania nas ludzi współczesnych, w których zostajemy wystawieni na działanie tajemniczej nieświadomości.

Czym jest owo Nieświadome? Ściśle i precyzyjne określenie wydaje się być poza naszym zasięgiem. Nieświadomość bowiem jak wskazuje sama nazwa jest poza sferą świadomości mojego ja. Oznacza to, że doświadczam jej przejawów. W codziennym doświadczeniu możemy zauważyć, że istnieją procesy czy stany, które pozostają poza kontrolą ego-świadomości. Po prostu one się dzieją, czasem przychodzą na nas nieoczekiwanie. Sen, komiczne pomyłki słowne, chochlikowe niezdarności... Wszystkie one niosą znaczenie i sens dla człowieka. Jeśli tylko wejdziemy w nie i posłuchamy ich opowieści, możemy dotknąć i poznać mądrość, której nie zna sucha logika czy badania naukowe.

Podejście pana Freuda do nieświadomości poróżniło go z panem Jungiem. Freud twierdził, że nieświadomość jest wypartą częścią jednostki czy społeczności na skutek socjalizacji i tworzenia kultury. Po prostu człowiek z całą swoją impulsywną naturą (głównie agresja i seks) nie jest w stanie dopasować się do oczekiwań społecznych, więc wypiera, tłumi, zaprzecza itd. swoim popędom. Zbyt duże wypieranie kończy się nerwicą, a praca psychoterapeutyczna polega tu na dialogu z nieświadomym światem instynktów i popędów. Zdrowe ego, które żyje w twórczym napięciu między wybuchem instynktów libido a oceniającym, oskarżającym superego, potrzebuje światła świadomości, by zrozumieć i nauczyć się żyć w tym napięciu.

Podejście Junga do nieświadomości zdaje mi się sensowniejsze, choć jednocześnie nie oznacza to, że Freud zupełnie się mylił. Po prostu Freud z niebywałą precyzją zauważył istnienie mechanizmów psychicznych, jednak w moim odczuciu nie jest to podejście wyczerpujące. Uważam, że Jung celnie zauważył, że nieświadomość to coś więcej aniżeli wyparta energia libidalna. Mało tego, w koncepcji jungowskiej nieświadomość może być mądra i twórcza. Jest ona jakby skarbnicą mądrości. Baśnie, sny, mity, religie... Wszystkie te dziedziny niosą za sobą życiodajny sens, który jest pełny znaczenia. Stąd też analizowanie własnych snów, fantazji, wglądów jawi się nam jako droga do zgłębienia samego siebie. Nieświadomość nie jest czymś statycznym. Jest procesem, który wpływa na człowieka bezpośrednio. Czasem niweczy jego plany, zwraca uwagę na kwestie, które są nowe czy inne dla ego albo po prostu dotyka wnętrza indywidualnej psyche. Nieświadome ma zadanie! Może ono przy udziale świadomości przemienić człowieka i sprawić by stał się bardziej i głębiej sobą.

A teraz konkretny przykład!
Od dawna zwracam uwagę na to, co przydarza się w moim życiu. Z uwagą obserwuję swoje sny i staram się nasłuchiwać, co też mają mi do powiedzenia. Przyglądam się grupom dzieci i młodzieży (w pracy) i zastanawiam, co też tu się rozgrywa poza kurtyną deklarowanego spektaklu. Często w życiu widzimy jedynie przejawy działań. Pod różnymi sytuacjami kryją się lekcje, informacje, źródła, które są głębsze niż myślowe spekulacje i powierzchowna paplanina umysłu.

Pamiętam jak na jednym z kursów związanych z pracą wewnętrzną (psychoterapia procesu) w mocny sposób zrozumiałem, co znaczy wpływ nieświadomego. Sytuacja działa się w grupie trzech osób, w której mieliśmy pracować nad wybranym zagadaniem. W czasie rozmowy z jedną z uczestniczek zauważyłem, że próbuję ciągnąć rozmowę i dopasowywać się do zaistniałej sytuacji. Pojawiło się uczucie złości i zawstydzenia. W czasie zadania wszyscy z uwagą śledziliśmy własne odczucia, myśli i reakcje. Ileż tam się działo poza kontrolą świadomego umysłu! Następnie przez jakiś czas rozmawialiśmy o tym doświadczeniu. Jedna z uczestniczek zauważyła, że w czasie rozmowy ruszałem w specyficzny sposób palcami od nóg. Byłem wtedy bez butów. Popatrzyłem na swoje stopy. Dlaczego to robię? Czy jestem zdenerwowany? Spięty? Zacząłem badać siebie i pytać co komunikują mi moje stopy. Poczułem, że w tym wypadku nie chodzi o niepokój i trudności z komunikacją. I nagle... No tak! Przecież to jakby pies merdał ogonem. Moje stopy to psi ogon! Przypomniałem sobie te chwile, kiedy merdam stopą: czytanie dobrej książki, leżenie w łóżku z ukochaną osobą, picie kawy... W każdej z tych chwili cieszyłem się sobą i zwykłym byciem. Jakie znaczenie niosło to nieświadome działanie? A no takie, że w całej tej krępującej sytuacji jednocześnie istniała radość z bycia, radość z tej rozmowy, radość istnienia.

Poniższa sytuacja pokazuje mi, że nieświadome to nie jakaś wyparta energia czy straszne, mroczne siły. Nieświadome to po prostu część psyche, które żyje nas, pośród nas i w nas. Kontakt z nieświadomym to kontakt z rzeką doświadczeń. Psyche człowieka to nie jest indywidualna sprawa. Przyjęło się, że człowiek ma psychikę, ale zdaje się, że może być wręcz odwrotnie. To psychika ma nas. Ale to już temat na inny wpis.

niedziela, 1 lipca 2018

Seksu naszego powszedniego...

Intymność, czułość, bliskość, zmysłowość, pieszczoty... Seksualność to przepiękna siła, która zadziwia mnie od dawna. Jednocześnie wychowany zostałem w środowisku religijnym (byłem zaangażowany w życie kościoła katolickiego), które albo potępiało doznania płynące z ciała albo milczało znacząco na temat pragnień i doznań seksualnych. Seks mimo wielu zmian w naszym społecznym myśleniu nadal jest tematem tabu albo stał się "behawioralnym zluzowaniem moralnych dyb". Edukację seksualną ogranicza się jedynie do etyki bądź zabezpieczeń przed niechcianą ciążą.  W religiach wstrzemięźliwość i opanowanie są wzniosłymi ideałami. Nie rozmawia się na temat niepohamowanego erosa, który budzi się w młodych ludziach. Nie chodzi tu o potępienie wartości dziewictwa czy braku doświadczeń seksualnych przed ślubem. Inna skrajność traktuje seks jak zwykłe zaspokajanie potrzeb, w której nie istnieje żadna głębia ani duchowość.
W tym tekście chcę jedynie napisać o konieczności uwalnianiu się od lęku przed  seksem i zwróceniem uwagi na konieczność edukacji seksualnej, która pomoże zintegrować tę cudowną przestrzeń człowieczeństwa.

Kiedy będę używał tu słowa "seks" nie będzie mi chodziło o sam akt współżycia. Seks to swoisty modus egzystencji, dzięki któremu człowiek może kochać siebie, świat i innych. To nie sam orgazm, kopulacja czy rozbieranie partnera/ki. Seksualność to sposób przeżywania. Dla mnie przykładem zintegrowanej seksualności był Jan Paweł II. Sposób w jaki spotykał ludzi, jak ich dotykał, jak rozmawiał... Miłość promieniowała z tego człowieka.

Seksualność nie dotyczy jedynie związków i małżeństw. Wszyscy jesteśmy seksualni. Więcej! Cały świat skąpany jest w Erosie. Spójrz tylko na kwiaty na wiosnę, na łona zbóż w lecie, na parujące się zwierzęta, na parki i lasy pełne zakochanych, na przyjaciół we wspólnym byciu, na gotowany obiad... Seksualność jest twórczą żywotną siłą, która nikogo nie pyta czy mu się ona podoba czy nie. Jest i już. Walka w sobie samym przez tłumienie, udawanie, odwracanie uwagi czy zwykłe behawioralne "puszczanie się" nie da nam relacyjnej głębi czy przemienionej świadomości.
W pewnym sensie zamknęliśmy seks w aktach, w czynach, a w zasadzie w etyce i w moralności. Odcięcie od seksualnej siły życia widać również wyraźnie we współczesnym pędzie zawodowym czy w wielkich betonowych miastach, gdzie tysiące singli pędzi za pracą, za pieniądzem, za sukcesem. Odcięci od ciała, ziemi, relacji... Czy musimy kogoś winić za taki stan rzeczy? Nie. Świadomość wystarczy. Ona uzdrawia i prowadzi do pełniejszego życia. Im bardziej akceptujemy, że jesteśmy seksualni, tym łatwiej o integrację.

Seksualność wypierana, która nie zostaje zintegrowana z codziennością żyje własnym życiem. Objawia się w nieznośnych symptomach, w samopotępieniu, w poczuciu winy, w osamotnieniu, w lęku... Gdy jako młody chłopak na spowiedzi wyznałem księdzu o młodzieńczej, nastoletniej masturbacji usłyszałem, że męskie nasienie jest święte i nie wolno mi tego robić. Dla młodego chłopaka, wierzącego jeszcze w bezbłędność autorytetu kapłańskiego, komunikat ten oznaczał: "to, co ze mną się dzieje jest złe i muszę to jakoś powstrzymać". Opowiedział mi jeszcze historię ze starego testamentu, jakie kary czekają tych, którzy dopuszczają się onanizmu. Wraz z upływem czasu musiałem zmierzyć się z tym poglądem i uświadomić sobie, że sucha etyka jako przestrzeganie zasad kompletnie nie integruje człowieka. Nie chodzi o potępianie tego księdza, a o świadomość tego, co komunikuje taka religijność. Ta sytuacja pokazuje jak opinie etyczne i religijne bywają podszyte lękiem. Znalazłem kiedyś w pewnej książce cytat, który pięknie pokazuje "zalęknioną świadomość seksualną" :

"Absolutnie każdą rzecz klasyfikujemy jako dobrą lub złą, słuszną lub niesłuszną, podczas, gdy jest ona tym, czym jest. Ludzie gromadzą mnóstwo wiedzy. Uczymy się tych wszystkich wierzeń, przekonań, morałów i zasad od naszej rodziny, społeczeństwa, religii. Większa część naszych zachowań i uczuć opiera się na tej właśnie wiedzy. Tworzymy anioły i demony, a seks staje się oczywiście największym demonem piekieł. Seks ukazuje się jako największy grzech ludzkości, podczas gdy ludzkie ciało zostało stworzone dla seksu. Jesteś biologiczną, seksualną istotą. Jesteś i już. Twoje ciało jest bardzo mądre. Cała ta inteligencja zawarta jest w genach, w DNA. DNA nie musi niczego rozumieć ani uzasadniać. Ono po prostu wie. Nie ma żadnego problemu z seksem. (...)
Wierzymy w tak wiele kłamstw na temat seksu, że nie potrafimy się nim cieszyć. Seks jest dla zwierząt, seks jest zły. Powinniśmy się wstydzić pragnień seksualnych. Te poglądy na temat seksu całkowicie kłócą się z naturą. Tymczasem jest to tylko sen, ale my w niego wierzymy. Twoja prawdziwa natura rwie się na zewnątrz, bo nie pasuje do tych zasad. Czujesz się winny. Nie jesteś taki, jaki powinieneś być. Jesteś sądzony. Jesteś ofiarą. Wyznacz sobie karę i to jest niesprawiedliwe." (Don Miguel Ruiz "Ścieżka miłości")


Psychoanaliza i inne nurty psychologiczne z niebywałą siłą poprzez naukowe metody ukazały światu jak duża jest rola seksualności w życiu człowieka. Freud, pionier i twórca psychoanalitycznego spojrzenia na świat, widział seks jako jedną ze składowych libido. Zauważył, że w człowieku istnieje sfera popędliwa i choć nie ograniczał do niej jedynie seksu, to wydaje się, że seks pełnił w jego koncepcji nadrzędną rolę. Triada ego-superego-libido to mapa, która ukazuje jak powstają napięcia w życiu człowieka. Libido, które dąży do maksymalizacji przyjemności nie jest akceptowane w społeczeństwie. Powoduje to powstanie aparatu moralnego o nazwie superego, które "podpowiada" jednostce (ego) co wolno, a czego nie. Oczywiście przedstawiam tę teorię w wielkim uproszczeniu. Muszę przyznać, że teoria Freuda pozbawiona jest aspektu duchowego. Współpracownik  austriackiego psychoanalityka Carl Gustaw Jung poszedł nieco inną, w moim odczuciu głębszą i szerszą, drogą rozumienia tego, czym jest libido. Oto fragment z jego autobiografii:

"Problematyczny wydawał mi się przede wszystkim stosunek Freuda do ducha. Zawsze, gdy na światło dzienne wydobywał się obraz duchowości - czy to u człowieka, czy w dziele sztuki - Freud stawał się podejrzliwy, przypisując decydującą rolę "wypartej seksualności". To, co nie dawało się wprost interpretować jako seksualność, określał mianem "psychoseksualności". Podnosiłem na to zarzut, że hipoteza ta, domyślana logicznie do końca, prowadzi do druzgocącego osądu kultury, którą w takim razie należałoby postrzegać jako zwykłą farsę, chorobliwy wytwór wypartej seksualności. "Tak" - potwierdzał Freud. "Tak właśnie jest. To przekleństwo losu, wobec którego jesteśmy bezsilni". Żadną miarą nie mogłem przyznać mu racji lub poprzestać na stwierdzeniu takiego stanu rzeczy. (...)
 Jeszcze dobrze pamiętam, jak Freud rzekł do mnie: "Jung, mój drogi, niech mi pan obieca, że nigdy się pan nie wyrzeknie teorii seksualnej. To rzecz najistotniejsza. Widzi pan musimy stworzyć z tego dogmat, niewzruszony bastion". Powiedział to do mnie z taką żarliwością, tonem, jakim zwykł mawiać ojciec: "Jedno mi obiecaj, drogi synu: że co niedziela będziesz chodził do kościoła!" Nieco zdziwiony zapytałem: "Bastion... przeciw czemu? Na co odparł: "Przeciw zalewowi czarnego mułu..." - i tu zawahał się i po chwili dodał - "...okultyzmu". Co mnie zaniepokoiło najpierw, to słowa "bastion" i "dogmat"; ponieważ dogmat, czyli nie podlegający artykuł wiary, ogłasza się tylko wtedy, gdy na zawsze chce się wyrugować wszelkie wątpliwości. Nie ma to nic wspólnego z sądem naukowym; wiąże się z osobistą żądzą władzy". (Jung "Wspomnienia, sny, myśli")

Wizja Freuda i Junga ciągle pulsują w naszej kulturze. Obyśmy doszli do głębokiego pojednania i przekroczenia materializmu i pozytywizmu. Seks jest ważny, ale życie człowieka to o wiele więcej i głębiej niż wcielony eros.


Chciałbym tu polecić jeszcze jeden tekst. Jest to fragment  z Drogi Mistrzostwa, w którym to Jezus mówi o seksualności. Perspektywa tu ukazana jest swoistą "duchowością seksu", która pięknie pokazuje czym może stać się seksualność, gdy uwolnimy lęk i poczucie winy. Nie jest istotne czy wierzysz, że słowa te wypowiedział sam Jezus czy nie. Wsłuchaj się w treść tego przesłania:

"Ukochany przyjacielu, powiedziałem już wiele razy, że wszystkie wydarzenia są neutralne, wszystkie doświadczenia są neutralne. Będą więc one dokładnie tym, czym postanowisz, aby były. Seksualność… Większość umysłów w twoim świecie kojarzy ten termin ze specyficznym zestawieniem ze sobą fizycznych ciał i pewnego rodzaju obmacywaniem z użyciem dłoni, ust, języków i co tam jeszcze macie. Zaprawdę jednak jest to jedynie zewnętrzne odzwierciedlenie, symboliczny wyraz energii zawartej w umyśle.

Jak najbardziej stosowne jest stwierdzenie, że całe Stworzenie stanowi przejaw seksualności. Jest to wyraz energii, która chce przejawić się z wielką namiętnością, jaką jest Stwarzanie. I wszystkie związki zawarte między dwoma ciałami, bądź też pomiędzy księżycem i słońcem, ziemią i niebem, wszystkie formy związków z natury swej są tym samym. Zawierają w sobie obietnicę, cel i wyzwanie: odkryć jedność pomiędzy dwoma, trzema lub dziesięcioma. Ich ilość jest bez znaczenia. (...)
Drogi przyjacielu, powiedziałbym, że nie możesz wyjść ponad to, czego wpierw nie przyjmiesz. Zajrzyj zatem wgłąb duszy i sprawdź, czy znajdziesz tam ślad jakiegokolwiek lęku przed tą wielką intymnością i bezbronnością, których możesz doświadczyć w seksualności. Czy jest w tobie konflikt, który nie pozwala ci autentycznie zaczerpnąć z piękna fizycznej formy drugiej osoby, zatrzymać się na chwilę nad każdą jej krągłością i każdym zagłębieniem, a nawet na jej najdrobniejszym włosku? Czy dostrzegasz w tym ową wielką Tajemnicę? Czy jesteś w stanie zatrzymać się na chwilę wystarczająco długą, by zatracić fałszywą jaźń? Czy potrafisz uświęcić dotknięcie tego, co cielesne? Powiadam ci bowiem, ty sam stwarzasz to, czego doświadczasz.

Seksualność jest wspaniałą rzeczą! Nie pozwól sobie wmówić, że jej unikałem, będąc człowiekiem. Bo przecież w tym właśnie rzecz. Rzecz w tym, że byłem człowiekiem. Ale uświęciłem seksualność, by zachować ją świętą. Seksualności można doświadczać w jej pełni po prostu patrząc drugiej osobie w oczy, odsuwając siebie samego na bok i prosząc o to, by widzieć jedynie Oblicze Chrystusa. Seksualność bowiem jest wielką tęsknotą ludzkości, aby znaleźć jakąś metodę, jakiś sposób na przekroczenie lęku, poczucia winy, tego silnego zaciśnięcia, którym jest ego; by w jakiś sposób wymknąć się stąd i doświadczyć chwilowego błogostanu jedności, którą jest Jednia. Powiadam wam jednak: podtrzymuj w sobie Rzeczywistość swej Jedni. Odkryjesz wtedy, że dopóki trwa ciało, to wszystkie związki – czy to z jakimś ciałem, czy ze źdźbłem trawy, lub też z wiatrem muskającym twoją skórę – będą odczuwane jako doświadczenia seksualne. Pozwól więc, by ta energia cię wypełniła. Poczuj błogość, przyjemność i radość zmysłowości i seksualności. Zobacz, że to dzieje się wszędzie na twojej planecie, bo bez tego planeta ta nawet by nie istniała.

Ukochany przyjacielu, czy widziałeś kiedyś jak małe dzieci nago biegają po polu i bez żadnego zastanowienia bawią się swymi intymnymi częściami? Czerpią z tego chwilę przyjemności, a czasami mogą dotykać siebie nawzajem. Nie ma w tym osądu. Jest tylko niewinność. A dorośli, widząc to, mówią: Czyż to nie urocze? Inni zaś reagują: O mój Boże, Karolku zakryj się! Nie można tak robić! Marysiu, opuść sukienkę!
Dlaczego? Czego boi się taki dorosły, jeśli nie samego Życia?
I nie czyń z seksualności czegoś wyjątkowego, podtrzymuj ją raczej w uświęconym stanie świadomości, w którym rozmyślnie postanawiasz usunąć się z drogi i pozwolić Chrystusowi kochać Chrystusa. Seksualność jest raczej dobrą rzeczą, jeśli tylko postanowisz użyć mocy swego jestestwa, by ją uświęcić, by mogła być święta. To bowiem, co jest święte, pozwala na wyłonienie się pełni. A to, co jest rozczłonkowane poprzez lęk, winę, poczucie braku, czy zwykłe pożądanie, prowadzi tylko do rozczłonkowania świadomości.
Błogosław seksualność. Pozwól, by została uświęcona. (...)
Ciało jest tylko narzędziem służącym komunikacji. Co zatem chciałbyś komunikować poprzez swoje doświadczenie seksualności?
Pokój z tobą, ukochany przyjacielu, a moją sugestią dla ciebie jest, byś cieszył się ciałem, póki go doświadczasz!"

Cóż za wspaniałe przesłanie! Nie wymaga komentarza. Absolutnie piękny obraz Jezusa wyłania się z tego tekstu.

Ludzie! Kochajmy miłość. Bądźmy nią. Niech seksualność tańczy nas wszystkich. Niech miłość uwalnia nas od lęku i pozwala cieszyć się Życiem bez względu na to czy jesteśmy w związku, w rodzinie, w celibacie... Wszystko otacza cudowna aura erotycznej, namiętnej Pełni, która cieszy się z dawania i brania. Odrzućmy wrogość wobec energii seksualnej, uznajmy jej świętość. Wtedy po części uznamy i własną świętość.


Seksu naszego powszedniego... daj dziś nam Panie. 

wtorek, 5 czerwca 2018

Tajemnica brzucha

Rodzinne grillowanie. Franio i ja. Czteroletni chłopiec i prawie trzydziestoletni mężczyzna.

Zabawa. Wspólne bieganie, zabawa w wojnę i ucieczka przed "atakującymi miłością" ciociami. Śmiech, radość, tryskająca energia. Kryjemy się w trawie, tworzymy wybuchające wszędzie bomby, latamy wspólnie w kosmiczną przestrzeń... Świat młodego chłopca to świat wyobraźni, kreacji, przygody i wojny z potworami, robotami... Wyraźnie widać tu stopniowe powstawanie męskiej tożsamości, która pragnie identyfikacji z Mocą, drogi wyzwolenia i samej wolności. Oczywiście niedaleko wciąż jest czuła mama (bezpieczna przystań) i mądry tata (który zresztą w dużej mierze odpowiada za wyjście syna w świat i jego meandry). Wszystko jeszcze otulone zabawą, niewinnością i nieświadomością, a jednak tak pełne, tak proste i tak wielce pouczające dla dorosłego mężczyzny. Wilfrid Stinissen, katolicki mnich, z niebywałą klarownością opisał ten stan dziecięcej istoty: "U małego dziecka Boskie istnienie nie jest jeszcze uwięzione". Dziecko, gdy tylko ma mądrą i czułą obecność rodziców, z jednoczesną przestrzenią na swobodę bycia, jest zachwycone światem i  samym istnieniem. Nie jest uwięzione w kompleksach, w myślach i w projektach. Zadomowione jest w teraźniejszej chwili, w bezczasowym stanie bycia.

Nie będę tu gloryfikować stanu dziecięcej, nieświadomej szczęśliwości. Raczej zachwycę się na moment i zajrzę głębiej w ten fenomen. Co mówi on dorosłemu, świadomemu mężczyźnie? Zapewne niemało, skoro mój własny wewnętrzny chłopiec ożywia się w prostocie zabawy w wojnę.

Wracając do dziecka... Dojrzewanie postawi brzdącowi niesłychaną poprzeczkę. "Życie nie jest łatwe". Tak będzie brzmiało przesłanie trudności i mozołu dorosłego życia. Praca, obowiązki, finanse, relacje, cierpienie, a w końcu śmierć... Z tym wszystkim będzie musiał się zmierzyć młody mężczyzna. Inną kwestią jest to, iż współczesny samiec homo sapiens nie otrzymuje zbyt wielkiego wsparcia w drodze inicjacji w.świadome i nie-łatwe życie. Jakże wielu z współczesnych, dorosłych mężczyzn pozostanie w zamrożonym, pseudo-szczęśliwym świecie wiecznego chłopca. To już temat na inny wpis...

Franio biega jak szalony. Dorosły umysł dziwi się, skąd tak mała istota ma tak wiele energii. Franek żyje w swoim ciele i w zgodzie z naturą. Zachwycony tym, co jest. Stopniowo będą ujawniać się pierwsze konflikty między kształtującym się ego a światem zewnętrznym. Dorosłe życie zaprosi młodzieńca do drogi pogodzenia się z utratą dzieciństwa i wejścia na ścieżkę kształtowania się ego i przeróżnych tożsamości, a następnie zaprosi go do skoku w nieskończoność, w wiarę, w umiłowanie. Chrystus w świętych pismach chrześcijan nauczał: "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego". Raczej wątpliwym wydaje się, żeby wielki nauczyciel wzywał do powrotu w infantylny świat dzieciństwa. "Stać się jak dziecko" nie oznacza "stać się dzieckiem". Rozwój psychiczny nie bez przyczyny kieruje nas tam, gdzie kieruje, czyli w dorosłe, pełne wyzwań i trudności życie. Chrystus zatem posługiwał się metaforą. O co mogło chodzić mistrzowi z Nazaretu? Być może chodzi o ufność wobec tego, co jest. O prostą postawę bycia tym, kim jestem. Bez udawania i nakładania masek, aby przypodobać się innymi.
Patrzę z powrotem na Franka. Oczy iskrzą się od radości zabawy. Nagle malec wymyśla nową uciechę. Ja mam być robotem, on czołgiem. Strzela we mnie pociskami, machając energicznie ręką i pryskając wokół śliną. Całe jego ciało jest pociskiem. Cieszy się na każde osłabienie pancerza robota, który jest przecież dwukrotnie wyższy od niego. I w końcu po wystrzeleniu kilkunastu pocisków robot, czyli ja, pada pokonany na ziemię. Pierwsze zwycięstwo nad robotem. Leżę na ziemi i mówię, że robot nie ma już siły. I nagle mały Franio dotyka mojego brzucha ruchem, który wskazuje na włączenie zasilania, po czym mówi: "już masz siłę". I tak nasza zabawa trwa jeszcze kilka razy, póki w końcu nie padnę rzeczywiście zmęczony wysiłkiem zabawy.

Brzuch. Dlaczego chciał uruchomić robota w miejscu brzucha? Nie dotknął ani głowy ani serca. Brzuch? Po krótkiej refleksji przypomniałem sobie o własnych doświadczeniach z medytacji, o przeczytanych tekstach, o towarzyszeniu innym. "Brzuchol" to swoiste centrum energetyczne człowieka. W codzienności skupiamy się jedynie na tym czy nie jest on czasem zbyt duży, przykrywamy ewentualne fałdki tłuszczu bądź wyciskamy brzuszki na siłowni. Jednak brzuch pełni istotną funkcję psychiczną w życiu człowieka. Buddyści mówią o "myśleniu brzuchem". Kto oddycha głęboko, używa przepony. Kto śpiewa, kto tańczy, kto biega... Kto śmieje się bądź płacze z głębi brzucha, wie co znaczy ulga i relaks. Kto odkrywa napięty brzuch, może wiedzieć, że jego istota jest uwięziona w oczekiwaniach, w pragnieniach, w ambicjach... Swojego czasu, gdy zmagałem się z uwalnianiem nagromadzonego gniewu, poczułem, że mam coś takiego jak brzuch (!). Brzuch niewątpliwie stanowi jakieś centrum energetyczne. Pokarm, pożądanie, oddech... Gdy coś więzi człowieka ma on niezwykle napięty brzuch. Gdy więzy opadają może cieszyć się swoją egzystencją i przyjąć wszystkie kolory codzienności. Zapewne również dlatego najniższa czakra we wschodnich systemach jogicznych znajduje się u podnóża brzucha. Impulsywność, energia, żywotność. Gdy kultura nadmiernie podkreśla znaczenie poprawności, wykształcenia intelektualnego, sukcesu czy pracy, człowiek drętwieje i kurczy się. Traci kontakt z ziemią, z seksualnością, z dynamizmami przyrody. Stres opanowuje jego ciało. Brzuch staje się ściśnięty.

Oczywiście brzuch to jedynie wskazówka. Nie jest to najważniejsza rzecz w życiu. To jak kolejne drzwi do odkrywania tego, kim jestem. To okno na człowieka i na jego psychofizyczne znaczenie w świecie, w którym się narodził.

Przyjęcie impulsywnej siły życia, która "płynie z brzucha" nie oznacza cofnięcia w rozwoju psychicznym. To krok naprzód, z pamięcią skąd wyszedłem. Idę w stronę boskości, pochodząc od świata przyrody, od świata zwierząt. Jak to pięknie powiedział Plotyn, patrząc na człowieka: "już nie zwierzę, jeszcze nie bóg".

Mały Franek przypomniał mi to wszystko. Wdzięczny za wspólną zabawę i lekcję świadomości, wziąłem głęboki oddech z podstaw brzucha... Ach... Pięknie jest być świadomym i tego. Pięknie móc cieszyć się dobrą strawą, seksualnymi popędami, głębokim oddechem, prostą codziennością...