Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezintegracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezintegracja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

Zaraza, jej archetypy i mądrość nieświadomości

Ostatnie tygodnie dla sporej części ludzkości są intensywnym czasem zmiany orientacji życiowej. Wirus i pandemia destabilizują życie społeczne i psychiczne. W poniższym tekście stawiam hipotezę, iż działalność polityczna i naukowa została opanowana w dużej mierze przez nieświadomość zbiorową. Co to oznacza? Zostaliśmy opanowali przez irracjonalne siły, o których nasza świadomość ma nikłe pojęcie. W pierwszych dniach doniesień o nowym wirusie sądziłem, że sprawa rozejdzie się po kościach (podobnie jak w przypadku sars czy ptasiej grypy). Myliłem się. Działanie tego wirusa wywołało w psychice obiektywnej głębokie poruszenie. Świat jakby zaczynał wariować. Szaleństwo, czyli intensywne działanie pod wpływem irracjonalnych, popędowych czynników wskazuje nam zgodnie z mapą psychologii głębi na zbiorową nieświadomość (nastąpiło poruszenie oceanu irracjonalnych i zbiorowych warstw psyche). Z perspektywy moralnej rzecz nie jest dobra ani zła, dopiero nasze działania wobec tych poruszeń można oceniać moralnie. Pamiętam dokładnie moment zamykania pierwszej szkoły w Warszawie, pustych półek w sklepach (brak papieru toaletowego i mięsa), wiadomości od znajomych o wojsku, które lada moment ma zamykać miasta. Na poziomie racjonalnego umysłu - wszystkie wieści widziane były jako irracjonalne lęki i zachowania powodowane troską o przetrwanie. Głębiej zaczynałem zauważać, że chodzi o archetypy i ich przemożne działanie.

W całym tym zamieszaniu poczułem w pewnym momencie napływ niebywałej paniki. Nagle wewnątrz mojej psychiki pojawił się koncept, iż świat ten zmierza ku końcowi. Pojawiły się znane z sytuacji granicznych odczucia: lęk, panika i złość. Wszedłem w to doświadczenie albo raczej nieświadomie zostałem porwany. Dopiero po jakimś czasie uzyskałem spokój i trzeźwe spojrzenie, z jednoczesnym wchodzeniem i obserwacją tego, co się dzieje we mnie i w zbiorowości. Z perspektywy psychologi głębi nieświadomość zbiorowa posiada dużą siłę, by wciągnąć ego człowieka w dane znaczenie, które często okraszone jest działaniem instynktownym. Dla przykładu impulsywne zakochanie czy marsz w pochodzie politycznym mają znamiona pochwycenia archetypowego. Może się zdarzyć, że choć nie sprawdziłeś do końca programu politycznego danej partii (nawet świadomie możesz się z nim nie zgadzać) czy nie dowiedziałeś się o obiekcie swojego zakochania nic więcej, prócz podążania za pociągiem ku niej - to z jakichś powodów robisz to, co robisz. Siła nieświadomości jest ogromna. Epoka rozwiniętej techniki, medycyny i nauki zastąpiła już jakiś czas temu świat religijnego zbawienia czy siłę mitów, symboli i popędowych energii.  Tylko pozornie. Nieświadomość przemawia i wpływa na nas. Ona żyje nas. Im mniej uznajemy jej obecność, tym bardziej zostajemy opanowani przez jej działanie. W szkole nie uczymy się o nieświadomości, o irracjonalnych popędach czy o wszystkim, co w nas samych nieustannie "gada swoje" i "robi swoje", a my udajemy, że tego nie ma.

Sytuacja wokół covid-19 jest wzorcowym działaniem psychiki zbiorowej. Całe narody zostały porwane przez lęk i panikę. Politycy i część nauki została zainfekowana treścią praobrazów epidemii. Nie oceniam tego moralnie w tym miejscu. Tak po prostu jest. To fakt.  Ludzkość nieraz zmagała się już z zarazami, z chorobami, z kataklizmami. Nasi przodkowie wypracowali całe mnóstwo zachowań, oddziaływań i postaw wobec zagrożeń. Zarazy nie należą jedynie do zamierzchła przeszłości. Myśli, emocje, reakcje wszystko to w pewnym stopniu "dziedziczymy" od przodków. Wszystko to odzywa się dziś, a my sami możemy nie poznawać własnych postaw, odczuć i reakcji - "jak mogliśmy tak panikować? jak mogłem kupić tyle papieru?" To nie nasza codzienna ego-świadomość reaguje na wydarzenie pandemii, a przynajmniej nie w takiej mierze jak sądziliśmy. Nieświadomość, która nie ma choć małego światełka ludzkiej świadomości działa w szaleńczym tempie.

Z powstałej epidemii można wyciągnąć jeszcze inne wnioski. Mimo rozwoju nauki i techniki ludzkość może dziś na nowo odkryć, że kruchość egzystencji człowieka i tej planety nie jest jedynie teorią. Pamiętam ten moment, gdy po moich plecach przebiegł dreszcz na wieść wiadomości o dziesiątkach zmarłych. Zgodnie z psychologią procesu wszedłem w ten symptom, by sprawdzić jakie znaczenie ze sobą niesie. Im dłużej przebywałem z tym dreszczem, tym bardziej zauważałem, że jest to kruchość, na której stoi ten świat. Przyjęcie tej kruchości pozwala na zwiększenie pola akceptacji i spokoju. Ten świat nie jest ostateczny - to jedno z mądrych wiadomości, które śle nam nieświadoma psyche.

Archetypowe obrazy i odczucia są matrycą tego, w jaki sposób nasi przodkowie radzili sobie z zarazami. Pierwsze prawo biologiczne prowadzi nas w kierunku przetrwania za wszelką cenę. Dostaliśmy to w spadku po zwierzętach. Duża część świata podąża dziś wyłącznie za owym popędem obrony przed śmiercią. Choć teorie naukowe i interpretacje statystyk mówią o wielkim niebezpieczeństwie, na ten moment liczby nie wskazują na to, iż ludzkość miałaby być zagrożona w sposób absolutny. Oczywiście musimy chronić innych i szukać sposobów radzenia sobie z kryzysem, jednak aktualny program masowej kwarantanny nie wydaje mi się być słusznym (nie będę kontynuował tego wątku, bowiem zajmuję się tu bardziej nieświadomym aspektom całego wydarzenia niż krytyką masowej kwarantanny). Pandemia paniki wrzuca ludzi w bieganie do lekarzy i do wyjazdów do szpitali, nawet z niewielkimi przeziębieniami, albo do postawy przeciwnej - unikania lekarzy za wszelką cenę. Snuję tu przypuszczenie, iż na poziomie racjonalnym całe zamieszanie z masowymi kwarantannami jest przesadzone i oparte o prawdopodobieństwa, które wyliczane są w archetypowej panice.

Dzięki temu, co się teraz dzieje, możemy również sporo dowiedzieć się o cieniu zbiorowym, który często powstaje w sytuacjach zagrożenia. W pierwszych dniach ogłoszenia pandemii wszystkie głosy, które kwestionowały zasadność masowej kwarantanny były uciszane i atakowane. Sam usłyszałem na swój temat, iż chcę po prostu być zauważonym, że jestem kanapowym specjalistą i że powinienem przestać chrzanić, bo nie jest to czas na filozofowanie, tylko na działanie. Ostatnia wypowiedź dokładnie pokazuje jak działa archetypowa zaraza - gna do instynktowego działania, które w wypadku większości krajów oznaczało zamknięcie w domach. Myślenie, które jest refleksją nad tym, co się dzieje, jest w gruncie rzeczy niebywale ważne. Uspokaja, pokazuje alternatywy i możliwości w działaniu, hamuje popęd przed natychmiastowym, totalnym i irracjonalnym działaniem. Nie chodzi tu o to, kto ma rację, a raczej o bycie w kontakcie z wszystkimi głosami, które zjawiają się w przestrzeni społecznej i wewnątrzpsychicznej. Inaczej mówiąc; im nasz kontakt z nieświadomością jest bardziej świadomy, zaangażowany i pełen zrozumienia, tym mniej nami miota i rzuca. Stajemy się w ten sposób indywiduum i pełnią życia psychicznego. Nie rządzi już nami ślepy los czy fatum. Stajemy się świadomi i mamy dostęp do mądrości. Jak to powiedział Jung: „dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."


Na przykładzie Polski, w której zabroniono wchodzić ludziom do lasu, dało się zauważyć, iż reakcja rządzących nie ma za wiele wspólnego z racjonalną, przemyślaną decyzją. Las jest miejscem zdrowia, ale archetypowa panika widzi wirusy wszędzie. Stacje telewizyjne na swoich banerach pokazywały latającego wirusa, który staje się jakby ikoną medialną i wzmacnia stres. Wiele poglądów polityków i naukowców zmieniało się w krótkim czasie. Maseczki w jednym momencie miały nam bardziej szkodzić niż pomagać, dwa tygodnie później stały się obowiązkiem. Co ciekawe pojawiło się wiele głosów ze świata nauki kwestionujących działania rządów i głównego prądu naukowego. Epidemiolodzy, lekarze, naukowcy mówili, iż strategia masowej kwarantanny nie jest dobrym rozwiązaniem. Część z nich została zagłuszana. Oczerniano ich, niektórym znikały konta internetowe czy społecznościowe. W taki sposób tworzy się kolektywny cień.

Ostatnio obejrzałem po raz drugi film "Istota serca" o C.G. Jungu. Dotknęła mnie tam zwłaszcza jedna wypowiedź tego znakomitego analityka, która dobrze oddaje o co toczy się gra:

"Współczesny świat wisi na włosku. Tym włoskiem jest psychika człowieka. Współcześnie nie zagrażają nam klęski żywiołowe. W naturze nie ma czegoś takiego jak bomba wodorowa - to wszystko jest dziełem człowieka. Jesteśmy wielkim zagrożeniem. Psychika jest wielkim zagrożeniem. Co, jeśli pójdzie coś nie tak z psychiką? Widzieliśmy już jaką siłą jest psychika. Jakże ważne jest coś o niej wiedzieć. Ale nie wiemy o niej nic. Nikt nie docenia już idei, według której procesy psychiczne zwykłego człowieka mają jakieś znaczenie. Ludzie myślą:' Och, on w swojej głowie ma tylko to, co pochodzi z jego otoczenia.' Został nauczony określonych rzeczy i wierzy w określone rzeczy. A w szczególności, jeśli jest dobrze wychowany i wykarmiony - nie ma żadnych idei. To wielki błąd, ponieważ człowiek nie jest tym, kim się rodzi. Nie rodzi się jako niezapisana tablica, ale jako rzeczywistość" (C.G. Jung)

Statystyki, rozum, nauka, wykresy, granty naukowe, pragnienie bycia ważnym, lęk, panika, duma intelektualna, słupki wyborcze, a przede wszystkim dumne i wystraszone ego, są bazą dla działań w obliczu obecnego kryzysu. Psychika człowieka jest w moim przekonaniu włoskiem całej sprawy. Mądrość nie płynie jedynie z dedukcyjno-indukcyjnych matematycznych modeli zarządzania kryzysem. Mądrość nie opiera się na szczepionkach i aparaturze medycznej, choć wszystko to wzmacnia komfort życia na tej ziemi. Mądrość nie jest opinią większości, jeśli ona mija się z prawdą. Mądrość to przede wszystkim bycie w kontakcie z tym, co wewnętrzne, z całym znaczeniem i siłami nieświadomości, które pragną być poznane. Nieświadomość nie musi być rozumiana jako wróg czy intruz, ale jako przyjaciel, wspierający nasz świat i będący równoprawnym obywatelem naszej psyche. Byleby dać tej mądrości trochę więcej miejsca...

poniedziałek, 12 listopada 2018

Dezintegracja pozytywna, czyli gdy wewnątrz jest nie tak jak miało być

Nerwowość, apatyczny nastrój, gorzkie poczucie "jest nie tak", głęboki smutek, niechęć do życia, strach, osamotnienie, nadpobudliwość, niekontrolowane odruchy wewnątrz psychiczne, rozwinięty krytyk wewnętrzny, pragnienie nieistnienia... Te i inne stany dotykają w różnym stopniu ludzkość od zawsze. Różne są interpretacje i sposoby radzenia sobie z "cienistą krainą ludzkiego cierpienia". Religie, psychologie, psychoterapie rozwijają własne systemy rozumienia bólu psychicznego. Czasem prowadzą w wyzwalaniu i integracji cienia, czasem przez skostniałe i wąskie systemy przekonań zatrzymują człowieka w rozwoju i przywiązują nieświadomie do cierpienia.  

Zdaje się, że wraz z narodzinami świadomości, narodziło się cierpienie w człowieku. Wraz z samoświadomością ("ja jestem ja") pojawiło się tajemnicze, osobnicze i zbiorowe nie-ja, a z nim cały świat nie-ja (nieświadomości, niewiedzy czy treści psychicznych nieznanych dla "ja"). W tej podstawowej dychotomii "ja" - "nie-ja" pojawiło się rozbicie, cierpienie i trud. Czy to pesymistyczne? Raczej nie. Zdaje się, że to realistyczne. Wraz z cierpieniem pojawiła się możliwość rozwoju czy też ewolucji człowieka, aby mógł poznać samego siebie, aby mógł pokochać i poznać również "nie-ja", całą przestrzeń tego, co nieświadome. I od tego należałoby zacząć: człowiek i ludzkość dotyka rozwój, a jego skutkiem ubocznym w pewnej mierze jest cierpienie.

Chcę w tym tekście zaproponować pewną metodę rozumienia i pracy wewnętrznej, która w moim odczuciu może wnieść wiele życiodajnego sensu do egzystencji człowieka. Cierpienie rozumiem jako wewnątrz psychiczną nadpobudliwość i dezintegrację jakiegoś poziomu życia psychicznego. Jednak owo cierpienie rozumiem jako głęboko sensowne i ważne w drodze do pełni bycia człowiekiem. Cierpienie to tylko szczebel w drabinie ewolucji człowieka, który trzeba przejść, aby iść wyżej. Nie będę więc tu gloryfikował udręk, bólu i zmagań. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że w dużej mierze cierpienie jest zwyczajnie potrzebne, by zrobić swoją pracę i odejść. Tekst zawiera osobiste przemyślenia na temat cierpienia, które zawdzięczam inspirującym tekstom i badaniom wielkich ludzi, tj. Victor Frankl, Abraham Maslow, Ken Wilber, Pierre Teilhard de Chardain czy Carl Gustaw Jung. Tytułowy termin "dezintegracja pozytywna" zaczerpnięty jest z teorii słynnego polskiego psychologa i filozofa Kazimierza Dąbrowskiego. Jego rozumienie rozbicia wewnątrz psychicznego postaram się wyjaśnić i wpisać w rozwój człowieka. Rozumienie cierpienia i jego sensu w największej mierze zawdzięczam dwóm założycielom wielkich religii: Jezusowi Chrystusowi i Gautamie Buddzie. Mimo trudności w dotarciu do esencji nauczań tych wielkich ludzi (doktryny religijne i przekaz ustny osłabiają moc tych przesłań) zdaje mi się, że obaj dali mi wiele intuicyjnego i wewnętrznego poznania (przez odczytywanie tekstów spisanych przez ich uczniów, a także z samego osobistego doświadczenia medytacyjnego i wglądowego).

Przejdźmy do sedna tematu. Dezintegracja pozytywna. Zdaje się, że w samym sformułowaniu spotykamy paradoks. Dezintegracja bowiem kojarzy się z czymś negatywnym, rozbijającym, kwestionującym zastany porządek i rozumienie. Integracja, pełnia, porządek, harmonia - oto cechy pozytywne, chciane i lubiane przez człowieka. Światowa organizacja zdrowia (WHO) podaje definicję zdrowia psychicznego jako pełnego dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego człowieka. Sama w sobie jest ona niezwykle pozytywna i kreśli niebywale piękny ideał. Jednak życie codzienne milionów ludzi jest i dziś opatrzone zmaganiem i trudem istnienia. Dlatego też K. Dąbrowski i inni zaproponowali, że drogą do pełni i integracji jest również dezintegracja, a z nią niedojrzałość, nadpobudliwość i zmagania. Dezintegracja pozytywna oznacza więc pewne stany lękowe czy depresyjne, które pracują w człowieku dla jego dobra. Zdolność rozumienia tych stanów, odczytywania ich informacji w wyzwalaniu człowieka stanowi zasadniczą kwestię. Nurt psychologii humanistycznej wskazuje na to, iż nadpobudliwość psychiczna nie jest procesem chaotycznym, bezsensownym i zbędnym. Istnieje szerokie podejście wskazujące na to, iż cierpienie psychiczne jest nie tylko pełne znaczeń i informacji, ale prowadzi do odkrywania sensu życia (V. Frankl, C.G. Jung, A. Mindell).

Jak możliwa jest dezintegracja pozytywna? Otóż K. Dąbrowski  w swojej książce "Trud istnienia" ukuwa pojęcie wielopoziomowości rzeczywistości psychicznej. Oznacza to, że człowiek z jednopoziomowej istoty staje się zróżnicowaną, wielopoziomową jednostką, a wraz z nią przejawia bogactwo uczuciowe, myślowo-ideowe i twórcze. K. Dąbrowski przebadał wielkich artystów, badaczy, ludzi twórczych i zauważył pewien znaczący związek między nadpobudliwością psychonerwicową a życiem twórczym. Wielopoziomowość wzrasta wraz z rozwojem człowieka dzięki tajemniczemu procesowi transcendencji. Pojęcie to oznacza, iż w człowieku istnieje zdolność rozwoju przez przekraczanie kolejnych poziomów percepcji, poznania czy adaptacji społecznej. Przyjrzyjmy się teraz fenomenowi narodzin człowieka. Pobieżna obserwacja noworodka wychodzącego z łona kobiety pozwala nam stwierdzić, iż krzyk dziecka spowodowany jest prawdopodobnie niebywałym szokiem i skokiem rozwojowym. Jakiś czas temu w jednej z konferencji na youtubie słuchałem o tym, iż badania mówią o niebywałym wzroście połączeń nerwowych w mózgu nowo narodzonego. Z jednopoziomowej jedni noworodek-matka powstaje oddzielny człowiek. Oczywiście na potrzeby tekstu dokonujemy tu uproszczenia. Życie niemowlęce a potem wczesnodziecięce to szereg procesów usamodzielniania się i rodzenia się ego małego człowieka.
Powszechnie wiadomo, że ludzie nierozwinięci psychicznie (jednopoziomowość psychiki) nie są w stanie zrozumieć innych, mają trudności z empatią, mogą zadawać ból innym bez doświadczenia poczucia winy i wstydu. Psychotyk-egotysta nie widzi w świecie żadnej głębi, dlatego też za wszelką cenę zaspokaja jedynie najprostsze potrzeby samozachowawcze (pożywienie, seks, zachowanie życia), nawet za cenę życia innych. Im wyższy poziom rozwój tym człowiek szerszej i głębiej widzi rzeczywistość, potrafi indywidualnie podchodzić do każdej relacji, a więzi, które buduje posiadają bogactwo przeżyć, sensu i wzajemnego szacunku. V. Frankl zauważył, że w obozach zagłady były jednostki, które przejawiały zachowania prospołeczne i empatyczne; potrafili dzielić się z innymi kawałkiem chleba czy dobrym słowem za cenę własnego zdrowia czy życia. Oznacza to, że w obrębie ich świata psychicznego istniały "wartości wyższe" takie jak samorealizacja, potrzeby estetyczne: piękna, harmonii, pokoju między ludźmi czy poznawcze: wiedzy, rozumienia. 

Rozwój człowieka dokonuje się więc również dzięki cierpieniu. Ono nie pozwala zostać nam na danym poziomie rozwojowym i choć marzeniem człowieka pozostaje rajski eden wewnątrz psychiki i w świecie, to drogą do niego nie jest ucieczka, konsumpcjonizm czy zaspokajanie podstaw egzystencji (tzw. samozachowawcze potrzeby: seks, jedzenie, przetrwanie), a pójście za zjawiającym się w psyche doświadczeniem cierpienia. które prowadzi wyżej. Nie trzeba go szukać. Przychodzi samo z siebie. W doświadczeniu człowieka bezradność, ból, brak sensu czy depresyjny nastrój sam w sobie jest bezsensu. Jednak w perspektywie przejścia przez niego, staje się on sensowny, konieczny i z gruntu rzeczy oczywisty. Z dystansu możemy zobaczyć sens tego, co nam się przydarzyło.

Podstawowym sposobem pracy z dezintegracyjnym cierpieniem w człowieku pozostaje dialog, szacunek i bliskość z nim samym. Homo sapiens ucieka od "ostrza bólu i zmagań". Jednak mechanizm obronny w postaci ucieczki, odwleka i wzmacnia jedynie nieproszonego gościa, który puka do drzwi świadomości psyche. Warto więc zatrzymać się nad codziennym złym nastrojem, złością czy głębokim smutkiem. Co mówi to doświadczenie? Jaką pracę ma do wykonania? Współczesny rozwój szkół psychoterapeutycznych i wzmożonej praktyki klinicznej pokazują pragnienie człowieka, by poznać i zrozumieć siebie. Przestrzeń dla "dezintegracji pozytywnej" to również przestrzeń na twórczość. K. Dąbrowski badając życie psychiczne różnych artystów ukazuje niebywałą wartość nadpobudliwości psychicznej w pracy twórczej. Wiele wspaniałych dzieł powstało dzięki ciemnym nocom psyche. A. Storr w "Samotność. Powrót do jaźni" pokazuje jak istotną rolę w twórczej pracy wybitnych jednostek ogrywa samotność i czas w którym człowiek spotyka się z wewnętrznym światem subiektywnych odniesień i wartości.

Tabletki, leki i środki otępiające cierpienie niosą ulgę i same w sobie są dobrym odkryciem ludzkości. Jednak nie one poniosą nas na wyżyny ewolucji ludzkiej świadomości. Jeśli człowiek chce iść do przodu w poznaniu siebie i w zrozumieniu swej wielkiej roli w świecie niezbędnym jest, żeby afirmował, przyjął i przytulił cierpienie własne i innych. Tak jak Matka Teresa tuliła chore i cierpiące dzieci z pełną czułością i oddaniem, tak i my ludzie XXI wieku musimy przytulić ból, osamotnienie i trud własnego życia i innych. Wszystko by się rozwijać. Masochizm czy duma z cierpienia jest zatrzymaniem w drodze.

W tym miejscu przypominają mi się momenty z przeszłości, gdy karmiłem niepełnosprawnych, przewijałem chorych w szpitalu czy wycierałem łzy cierpiącego człowieka. Wszystkie te chwile uczą mnie, że szacunek, akceptacja i wyjście z własnego ja przyczyniają się do rozwoju siebie i świata, w którym żyję. W drogę przyjaciele! Życie samo prowadzi nas w górę!

Zakończmy pięknym tekstem K. Dąbrowskiego "Przesłanie do nadwrażliwych":

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi 
za waszą czułość w nieczułości świata 
za niepewność wśród jego pewności
Bądźcie pozdrowieni 
za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych

Bądźcie pozdrowieni 
za to, że odczuwacie niepokój świata 
jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie

Bądźcie pozdrowieni 
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata 
za wasz lęk przed bezsensem istnienia

Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie

Bądźcie pozdrowieni 
za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym 
i praktyczność w nieznanym 
za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego

Bądźcie pozdrowieni 
za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich 
za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami

Bądźcie pozdrowieni 
za waszą twórczość i ekstazę 
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno

Bądźcie pozdrowieni 
za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane 
za to, że niepoznanie się na waszej wielkości 
nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was

Bądźcie pozdrowieni 
za to, że jesteście leczeni 
zamiast leczyć innych

Bądźcie pozdrowieni 
za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana 
przez siłę brutalną i zwierzęcą

za to, co w was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego

za samotność i niezwykłość waszych dróg

bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi